view counter

Wielki szewc - Gabor

Achim Gabor, wnuk Piusa, który do 1945 roku prowadził w Strzelcach zakład i sklep obuwniczy, przyjechał do Strzelec
W piątek i sobotę (8 i 9 maja) na Opolszczyźnie gościł Achim Gabor. Jest on obecnie prezesem firmy Gabor Schoes AG. Jego ojciec, Joachim Gabor urodził się i dzieciństwo spędził w Strzelcach. O historii tej rodziny pisaliśmy już kilkakrotnie na naszych łamach. Postaci szewców ze Strzelec mieszkańcom regionu postanowili przypomnieć dziennikarka Teresa Kudyba, wicestarosta Waldemar Gaida i strzelecki radny Henryk Rudner. Teresa Kudyba z rodziną Gabor utrzymała od kilku lat przyjacielskie stosunki. Między innymi dla Telewizji Wrocław nakręciła film opisujący ich historię.
Henryk Rudner już kilka lat temu chciał zaprosić Gaborów do Strzelec.
- Gdy przygotowywaliśmy się do obchodów 100-lecia kościoła pw. św. Wawrzyńca wysłałem e-mail na oficjalny adres, jaki znalazłem na stronie internetowej firmy. Po jakimś czasie przyszła odpowiedź, że niestety pan Joachim ma w tym czasie zaplanowany inny wyjazd, ale nie wyklucza, że kiedyś odwiedzi rodzinne miasto.
Jesienią ubiegłego roku w salce parafii pw. Św. Wawrzyńca w Strzelcach odbyło się spotkanie poświęcone rodzinie Gabor i projekcja filmu Teresy Kudyby. Zorganizowała je polsko-niemiecka biblioteka Caritas im. Josepha von Eichendorffa w Opolu. Po tym spotkaniu do dziennikarki odezwał się Waldemar Gaida, wicestarosta strzelecki. Poprosił o pomoc w nawiązaniu kontaktu z Gaborami. Miał pomysł, aby w 2009 roku, w 60. rocznicę założenia fabryki butów marki Gabor, zaprosić słynnego szewca do rodzinnego miasta. Padł pomysł zorganizowania wystawy o życiu i pracy Gaborów od czasów strzeleckich do dzisiaj.
Kudyba, Gaida i Rudner połączyli siły, do współpracy włączyło się także starostwo powiatowe oraz urząd gminy w Strzelcach. Starostwo nawiązało kontakt z Joachimem Gaborem, obecnie 80-latkiem, który przez ponad pół wieku kierował firmą. Dwa miesiące temu starosta Józef Swaczyna odwiedził go w rodzinnym Rosenheim. Podarował mu wtedy rachunek wystawiony za zakup butów w strzeleckim sklepie Piusa Gabora. Przez lata przechowywał go członek strzeleckiego koła DFK, Paul Twardon. Na „trop” tego rachunku wpadł Waldemar Gaida.
- Na miejscu okazało się, że ten rachunek wystawiono na dzień przed narodzinami Joachima, 5 lutego 1929 roku – mówił Swaczyna.
W czasie pobytu w Rosenheim starosta zaprosił Joachima Gabora do odwiedzenia Strzelec. Ze względu na wiek, Joachim Gabor nie mógł przyjąć zaproszenia. W zastępstwie do miasta obiecał przyjechać jego syn – Achim.
Wizytę na Opolszczyźnie Achim Gabor rozpoczął w piątek, 8 maja. Po południu miał wykład na Uniwersytecie Opolskim w ramach cyklu „Akademia kariery”. Mówił o historii firmy i recepcie na sukces.
Z Opola Achim Gabor przyjechał do Strzelec. Wziął udział w otwarciu plenerowej wystawy fotograficznej „Wielki szewc ze Strzelec Opolskich” na Placu S. Żeromskiego. Zanim jednak symbolicznie odsłonił pierwsze zdjęcie, kilka razy mocno się wzruszył.
Na spotkanie na Placu Żeromskiego przyszło sporo osób. Wśród nich była Gertruda Maseli. Dziś prawie 90-letnia kobieta, która w czasach swojej młodości przez 7 lat – od 1938 do 1945 roku – pracowała jako sprzedawczyni w sklepie Piusa Gabora. Obecnie jest pensjonariuszką Domu Pomocy Społecznej w Szymiszowie.
- Pamiętam, jakby to było dziś – opowiada starsza pani. – Gdy wchodziło się do sklepu, pachniało skórą i pastą do obuwia. Buty stały równiutko na półkach. Trzeba było być punktualnie – pan Pius bardzo tego pilnował. U Gabora zarabiało się duże pieniądze. Jak przyjmowali do pracy na przyuczenie, to w pierwszym roku płacili po 10 marek na miesiąc. Jak się już było wyuczonym fachu i pracowało więcej niż 5 lat, to płacił 95 marek na miesiąc. To bardzo dużo. Wtedy rower kosztował 40 marek. Ich sklep był największy w mieście. Ale to nie był taki sklep z butami, jak teraz są. Tam było wszystko, co noga potrzebowała. Były buty, ale też pończochy, maści na odciski. Była też naprawa obuwia na miejscu. No i wszystko najlepszej jakości.
Po artykule o historii rodziny Gabor, który ukazał się w naszym tygodniku kilka miesięcy temu, zgłosił się do naszego wydawcy Zbigniew Pszon, mieszkaniec Strzelec. Za naszym pośrednictwem chciał on przekazać rodzinie Gabor pamiątkę – metalową łyżkę do butów ze strzeleckiego sklepu Piusa Gabora. Karol Cebula przekazał tę łyżkę Achimowi Gaborowi w czasie piątkowej uroczystości.
- Gdy ta łyżka do mnie trafiła, długo zastanawiałem się, co w niej jest takiego niezwykłego – mówił Cebula. – Przyglądałem się jej na prawo i lewo, nie dawała mi spokoju. Aż znalazłem… Jak się nazywał pana dziadek, który prowadził sklep w Strzelcach? – spytał Achima Gabora.
- Pius Gabor.
- Jest pan pewny?
- Oczywiście.
- Widzi pan, na tej łyżce jest wygrawerowane logo firmy, adres sklepu i nazwisko właściciela. Tylko że ktoś, kto robił tę łyżkę, popełnił błąd. Zamiast Pius napisano Puis.
Odbierając prezent Achim Gabor nie krył wzruszenia. Łamiącym się głosem dziękował za prezent oraz za pamięć mieszkańców Strzelec o jego rodzinie.
- W naszej familii tradycja zawsze była bardzo ważna – mówił. – Nie tylko tradycja robienia dobrych butów, ale również pamięć o przodkach. Dlatego też mój syn nazywa się Pius Gabor, jak jego pradziadek – wielki szewc ze Strzelec Opolskich.
Achim Gabor przekazał czek strzeleckiemu kołu DFK.
- Nie jest tajemnicą, że pieniądze te przeznaczymy na stworzenie stałej wystawy poświęconej rodzinie Gabor – mówił Waldemar Gaida.
Wieczorem odbyła się debata z udziałem Achima Gabora i dziennikarzy Stowarzyszenia Polskich Mediów.
W sobotnie popołudnie, na ścianie kamienicy, która niegdyś mieściła się przy Krakauerstrasse 5, a obecnie Rynek 27, odsłonięto tablicę pamiątkową. Wyczytać na niej można, że w tym miejscu znajdował się pierwszy sklep Piusa Gabora.
- Chodziłam do tego sklepu z mamą i bratem jako panienka – opowiada Inga Budzianowska.
- Mama kupowała dla siebie i dla mnie piękne skórzane buciki. Bratu, który był wtedy małym chłopcem, kupowała buty dla dzieci, one się nazywały Elefanten Marks Schue. Uwielbiałam te momenty, jak przychodziliśmy do sklepu Gabora. Na prawo od wejścia był mały kantorek, w którym naprawiano buty. Ekspedientki zawsze były bardzo miłe. Gdy mama nie wiedziała, jaki rozmiar butów nosimy – przecież dzieciom bardzo szybko rosną nogi – któraś ze sprzedawczyń podawała taka przezroczystą formę, w którą wkładało się stopę. Już wtedy buty od Gabora były drogie, ale za to najlepszej jakości. Rodzicie prowadzili lodziarnio-cukiernię, dobrze nam się powodziło więc mamę było stać na to, żeby kupować nam buty tylko od Gabora. Pamiętam zazdrość koleżanek, bo one miały buty Baty, a to były takie najtańsze. A potem weszli Ruscy… Zamordowali Piusa i Lucy Gabor, zamordowali ich sąsiadów – rodzinę Biskup. Szabrowali sklep. Zabierali buty, ale tylko po jednym. Pamiętam jak pojedyncze buty walały się po ulicy, po rynku. Szukałyśmy, żeby może znalazły się dwa takie same, żeby była para, ale były tylko po jednym.
Po odsłonięciu tablicy w restauracji Biała Sala, mieszczącej się w starej masztalarni, odbyło się przedstawienie „O życiu Joachima Gabora” przygotowane przez Sylwię Bajer i dzieci ze strzeleckiego DFK.
Achim Gabor wrócił do Rosenheim. Ale ślad po jego rodzinie już na stałe zostanie w Strzelcach.
Wystawę fotografii „Wielki szewc ze Strzelec Opolskich” można oglądać na Placu Żeromskiego do niedzieli, 17 maja. Potem zdjęcia będą wystawiane w innych miastach regionu. Najpierw w Opolu, na Ostrówku, potem w Jemielnicy i innych miejscowościach.

Agnieszka Pospiszyl

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Images can be added to this post.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • You may use <swf file="song.mp3"> to display Flash files inline

Więcej informacji na temat formatowania

Wysłanie formularza jest równoznaczne z akceptacją polityki prywatności usługi Mollom.