
Tusk wziął się za bałwany
Po ubiegłotygodniowym felietonie doszły mnie słuchy, że niektórzy obrazili się z powodu tytułu „Bałwany zmądrzeją dopiero na wiosnę”, choć nie pisałem przecież o nikim personalnie. Miałem na myśli tylko to, że gdy nastąpi odwilż, to bałwany zrobią nam przysługę. Roztopią się same, dzięki czemu pozbędziemy się wreszcie z ulic hałd śniegu, którego nie uprzątają służby porządkowe, jakby umyślnie czekały aż nadejdzie powódź.
W felietonie wymieniłem z nazwiska jedynie Donalda Tuska. Cieszę się, że premier, zamiast się obrazić, postanowił nie czekać do wiosny. Zwołał w poniedziałek naradę wojewodów i odpowiednich ministrów w celu podjęcia działań przeciwpowodziowych. Jest nadzieja, że decyzje pójdą teraz w dół i np. władze Strzelec Opolskich wywiozą śnieg z miasta do kamieniołomów. W zakresie tym nastąpił już pewien postęp. W ostatnim tygodniu (to zapewne przypadek, że akurat po felietonie o bałwanach) zaczęto zgarniać i wywozić go. Teraz tylko kontynuować te działania i możemy być pewni, że wiosną nie trzeba będzie wydawać pieniędzy na remont zalanych piwnic oraz sieci.
Dobrze , że premier ożywił nam się w środku zimy. Chyba wziął sobie do serca moje życzenia, które złożyłem mu na spotkaniu w kameralnym gronie tuż przed wyborami parlamentarnymi. Otóż życzyłem Tuskowi wyrośnięcia j…
Przez dwa lata rządów Platformy Obywatelskiej różnie bywało, choć raczej w stylu zniewieściałym, przypominającym powiedzonko „i chciałabym, i boję się”. Donald Tusk utrwalił się w opinii publicznej jako uśmiechnięty gość, który zdecydowanie więcej mówi niż robi, a przedwyborcze obietnice zamienił w kolejne obiecanki. Zamiast oczekiwanych przez społeczeństwo efektów mieliśmy nieustanne wygłupy Janusza Palikota, powołanego przez Tuska do demontażu biurokratycznej machiny, z czego dotąd prawie nic nie wyszło, a nic tak nie wkurza obywateli jak głupie przepisy realizowane przez nierozgarniętych często urzędników.
W ubiegły czwartek premier pokazał wreszcie, że wyrosło mu to, czego przed trzema laty życzyłem. Decyzja o rezygnacji z udziału w wyborach prezydenckich jest milowym krokiem we właściwą stronę. Donald Tusk zapewnia bowiem, że nie chce grzać kapci w pałacu, ponieważ postanowił dokończyć dzieło, które rozpoczął. Wielkie brawa, panie premierze! Przypomnę, że przed objęciem władzy obiecywał pan m.in. reformę służby zdrowia i finansów publicznych, uporządkowanie ubezpieczeń emerytalnych, budowę autostrad oraz likwidację urzędów wojewódzkich, które w wielu zakresach dublują się z urzędami marszałkowskimi.
Klasyk lewicy mawiał, że mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy i choć sam skończył niefortunnie, warto zastosować się do tej dewizy. Na początek trzeba doprowadzić do szczęśliwego finału obietnice, które Platforma już złożyła wyborcom – te które wymieniłem i wiele innych. Potem można składać nowe przyrzeczenia. Tymczasem premier – może nadmiernie ciesząc się z faktu, że wreszcie mu wyrosły – poszedł za ciosem i po wycofaniu się z wyborów ogłosił kolejną listę rządowych zamiarów. Oby znów nie trafiły one do kabaretu Palikota!
Donald Tusk zasługuje na to, żeby ukoronować swą karierę godnością prezydencką. Za pięć lat z przyjemnością będę namawiał do oddania na niego głosu. Ale pod warunkiem, że do tego czasu zrealizuje to, co zapowiadał wcześniej i zapowiada obecnie. Wtedy ma szansę przejść przez wybory gładko, czego z całego serca mu życzę.
- 543 odsłony









Dodaj nową odpowiedź