Targi panien i kawalerów
Siedemnastego maja 1928 r. w Ujeździe odbyły się po raz pierwszy targi panieńskie. Była to swoista impreza matrymonialna, którą powtarzano co roku – aż do feralnego 1939, kiedy wybuchła wojna. Potem targów zaniechano. Po latach ludzie niewiele mówili o przedwojennej tradycji…
- Wspomniał mi o tym śp. Józef Sgraja. Zaszczepił we mnie myśl, by wskrzesić dawny zwyczaj – mówi burmistrz Tadeusz Kauch, który zainicjował współczesne targi…
Adelajda Karwacka z Ujazdu (ur. 1923) była dzieckiem, gdy odbywały się targi panieńskie. Pamięta jednak tłumy ludzi, zewsząd zjeżdżających do miasta.
- Niektórzy przebrani, niektórzy jechali na bryczkach. Wszyscy zmierzali w stronę parku. Tam było pełno stoisk – z lodami, z cukierkami, co kto chciał. Buda za budą, a obok karuzele i huśtawki. Była też restauracja, potem, w czasie wojny, spalona. W niej odbywały się tańce – opowiada pani Adelajda. – Do parku chodziłam z moją przyjaciółką Lizbet. Podobała nam się „zuska”. Pan Aleksander kręcił ruletką i za 10 fenigów można było wygrać zabawkę albo słodycze. Śmiechu było co niemiara.
- Ludzie przyjeżdżali do Ujazdu nawet z Wrocławia – przypomina Hildegarda Bielica (ur. 1927). – Kiedyś na odpust do Studzionki zjechała para. Opowiadali, że poznali się na targach panieńskich i z sentymentu tutaj co rok wracają…
- Moja kuzynka Marta Wiencek poznała na targach swojego męża – Karola John z Bytomia – opowiada Cecylia Sojka. – Oboje już nie żyją. Pamiętam, jak opowiadali, że szli z rynku do parku, a tam, w karczmie, były tańce…
- Mój ojciec Albert Rother przygrywał weselnikom – mówi Krystyna Wodniok.
Ujazdowski Heiratsmarkt był bardzo popularny na Opolszczyźnie i Górnym Śląsku. Przy drogach stały tablice z napisem „Fahr nach Ujest zum Heiratsmarkt”. Wedle tradycji, dzień wcześniej przebrana para młoda jeździła po okolicy strojną bryczką i zapraszała mieszkańców do zabawy. Targi zaczynały się od procesji i mszy świętej w kościółku pątniczym w Studzionce. Legenda głosi, że z tutejszego „cudownego źródełka” pili wodę narzeczeni, by przypieczętować swoją miłość. Po nabożeństwie młodzi udawali się na „Kaczy Rynek”, a stamtąd w orszaku do parku. Taniec kotylionowy łączył ich nieraz na całe życie…
70 LAT PÓŹNIEJ
W minioną niedzielę w Ujeździe wskrzeszono dawną tradycję... W Studzionce odbyło się majowe nabożeństwo. Po nim na miejskim rynku zgromadziły się tłumy. Mieszkańców do zabawy zapraszała przebrana młoda para: Kasia Muskała i Tomek Kadur. Tych, którzy wybrali się do centrum miasta, zaskoczył widok wielkiej sceny – pierwszy raz tutaj ustawionej, a także licznych straganów z ciastem, krupniokami, piwem i innymi smakołykami. Wokół rynku rozstawiły się też mini warsztaty, m.in. wikliniarskie, gdzie można było poznać tajniki wyplatania koszy, a także budka wróżki, z której przepowiedni korzystały głównie dzieci. Między ludźmi przechadzali się na szczudłach przebierańcy i klauni. Kto chciał, mógł przejechać się bryczką… Na scenie prezentowały się dziecięce i młodzieżowe zespoły taneczne z ujazdowskiego ośrodka kultury (Cuxy, Hexy), a także dzieci ze szkoły podstawowej i grupa Polter Abend z gimnazjum. Nie zabrakło przyśpiewek zawsze uśmiechniętych „Frohsinek”. Gościnnie zatańczyły Konie – tancerze Piotra Oriana z Kędzierzyna-Koźla. Były też Śląskie Szwagry z Ozimka i nocna zabawa z Hadesem.
Punktem kulminacyjnym imprezy – jak przed laty – był taniec kotylionowy, w czasie którego zapoznawali się panny i kawalerowie… Czas pokaże, czy będą z tego owoce…
- Mam nadzieję, że wiele tzw. singli się przełamie i założy rodziny – mówi burmistrz Tadeusz Kauch. – Musimy zrobić wszystko, by zwiększyć przyrost naturalny. Odtąd targi będą organizowane co roku…
- Dziękuję wszystkim, którzy pomogli w organizacji jarmarku folkloru i targów panieńskich: samorządowi mieszkańców w Ujeździe, gimnazjum, szkole podstawowej, kołu gospodyń z Niezdrowic, DFK Ujazd, OSP Ujazd i Stary Ujazd, policji – mówi dyrektorka ośrodka kultury Grażyna Kocenda, główna organizatorka niedzielnego spotkania. – Impreza była finansowana częściowo ze środków Unii Europejskiej z Osi 4 Leader w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich, skąd pozyskaliśmy ok. 20 tys. zł. Koszt całej imprezy to ok. 30 tys. zł.
JL
- 2447 odsłon
Dodaj nową odpowiedź