
Starocie w Kauflandzie
Ponad 400 produktów, których termin ważności dawno minął, znalazło na półkach strzeleckiego Kauflandu dwóch klientów. W miniony czwartek panowie znaleźli pieczywo, kaszki dla dzieci, czekolady, groch, mrożonki, kosmetyki, tampony czy słodycze, które były przeterminowane. „Rekordzistką” była czekolada Milka, której data ważności minęła w sierpniu 2007 roku. Klienci powiadomili policję.
- Przybyły na miejsce funkcjonariusz stwierdził, że faktycznie wiele produktów jest przeterminowanych – mówi Jolanta Dec ze strzeleckiej policji. - Zostały one zatrzymane. Zakwalifikowaliśmy to jako wykroczenie z artykułu 100 ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia. Trwa postępowanie wyjaśniające, sprawa trafi do sądu.
O zdarzeniu poinformowano też Powiatową Stację Sanitarno-Epidemiologiczną.
- Nasi inspektorzy pojawili się w sklepie następnego dnia, w piątek – mówi Patrycja Płoszaj ze strzeleckiego sanepidu. – Pracownicy usunęli już wszystkie przeterminowane produkty. W czasie rutynowych kontroli sprawdzamy wyrywkowo, czy sprzedawane produkty nie mają przekroczonych dat przydatności, jednak jest zadaniem sklepu pilnowanie, żeby nie trafiły one do klienta. Uczulamy, by w przypadkach natrafienia na przeterminowane towary, ludzie zgłaszali się do nas od razu oraz informowali szefostwo sklepu.
Policja wezwała też Państwową Inspekcję Handlową. Inspektorzy mieli pojawić się w markecie w poniedziałek.
O komentarz do tej sytuacji chcieliśmy poprosić Jarosława Kaduczaka, rzecznika prasowego firmy Kaufland, niestety przez cały poniedziałek nie udało nam się z nim skontaktować.
POS
- 2632 odsłony









Nie udało się skontaktować z
Nie udało się skontaktować z rzecznikiem prasowym firmy Kaufland?
W jakim świecie my żyjemy aby firma , która dopuściła się aż tak poważnego wykroczenia mogącego skutkować zatruciami pokarmowymi nie wyjaśniła tej sprawy od razu? Trzeba o wyjaśnienie tego zaniedbania (delikatnie mówiąc) zabiegać? Więcej jak pewne że rzecznik dostał od górnie zakaz wyjaśniania tej sprawy dopóki się nie zastanowią władze tejże firmy jak należy się wytłumaczyć z tego zaniedbania. To jest właśnie ta nasza polska rzeczywistość. Najpierw się umówić , uzgodnić dopracować szczegóły (może to potrwać jakiś miesiąc) i później wystosować odpowiednie oświadczenie. Nawiasem mówiąc nie będę zdziwiony jak firma Kaufland oświadczy iż może to być również prowokacja pod ich adresem i że sami klienci mogli taki towar podrzucić. Naprawdę nie mogę tego pojąć Panie rzeczniku że nie był Pan uchwytny. Sama firma dbając o swoją reputację a przede wszystkim o swoich klientów powinna natychmiast wystosować odpowiednie wyjaśnienie sama od siebie a nie czekać aż się ktoś z Wami skontaktuje. Na co Wy liczycie że wszystko samo przycichnie? Może już nadszedł czas aby to zmienić. Jeśli cokolwiek się zaniedbało to należy samemu zrobić wszystko aby wyjaśnić to jak najszybciej a nie czekać, może nikt nie będzie dociekał, a być może klienci Nam wybaczą no niestety ja do nich nie należę. Przecież ktoś jest odpowiedzialny za wydanie towaru z magazynu, ktoś jest odpowiedzialny za jego układanie na półkach a przede wszystkim ktoś jest odpowiedzialny za sprawdzenie tego towaru pod względem takim czy nie minął okres ważności danego towaru. Jak w każdej firmie ktoś się musi pod takimi decyzjami podpisać. Jeśli nie ma takich podpisów to odpowiedzialność spada zawsze na kierownika czy też dyrektora danej placówki bo on jako kierownik czy dyrektor odpowiada za całość. Dlatego sądzę jak już napisałem wcześniej rzecznik nie był uchwytny gdyż musi zapewne uzgodnić wersję wyjaśnienia tej sprawy ze swoimi władzami. Ale to już moim zdaniem jest bardzo niezdrowe, lekceważące podejście do klienta. Jeśli firma Kaufland w ten sposób podchodzi do swoich klientów ( klientów dzięki którym się utrzymuje) to ja bardzo im dziękuję za takie świadczenie usług. Czekam teraz w jaki sposób firma ZADOŚĆUCZYNI swoim klientom taką ogromną wpadkę , która (może nie w takiej skali ale zdarza się często gdyż nie raz po zakupach w Kauflandzie w domu stwierdzam iż artykuły są przeterminowane) mnie na pewno zraziła do przeprowadzania zakupów w tejże firmie.
Pozdrawiam wszystkich Czytelników.
Zorro..to jest pikuś:) ja
Zorro..to jest pikuś:) ja widziałem jak mysz biegała od regału do regału po Kauflandzie w K-Koźlu i na moja uwage pracownicy tylko wzruszyli ramionami..po kilku minutach jeden z pracowników poszedł jej szukać na zapleczu..wątpię żeby ja znalazł..a ja stałem na mięsnym i się zastanawiałem czy przypadkiem mojej kiełbaski nie nadgryzała...Smacznego wszystkim :)
PS. w Prudniku tez była afera w Kauflandzie....widac przeterminowane wyroby w tych sklepach to norma i standart..
Oczywiście kara zostanie
Oczywiście kara zostanie nałożona sroga - jakieś... 500 zł, no może 1000 zł, jak to miało miejsce w kilku podobnych przypadkach w kraju.
Tyle to oni zarobili na przeterminowanych towarach w 1 dzień.
W związku z tym proponuję mały obywatelski "bunt" i nie kupowanie niczego w Kauflandzie przez następny miesiąc. Można zakupy robić w innym sklepie w Strzelcach lub poza. Nawet jak gdzie indziej "jakość" nieco gorsza to na pewno wiele rzeczy też jest zarazem tańszych. A co do tej "jakości" z Kauflandzie to też już coraz mniej pewny jestem...
Trzeba zacząć uczyć handlowców szacunku do klienta. Te, choć 100-200 klientów w miesiącu mniej bardziej odczują niż te śmieszne kary o których słyszymy na co dzień.
Co ty chcesz od
Co ty chcesz od "odpowiedzialnych", jak w ich interesie jest sprzedać wszystko co się da, by jak najwięcej zarobić. Dla mnie jest to konflikt interesów i dlatego tak się dzieje.
Firmy w których interesie to
Firmy w których interesie to nie jest padają albo kupuje je państwo i dotuje.Oczywiście dotuje z pieniędzy tych interesownych.
„to, co jest roztropnością w prywatnym życiu każdej rodziny, nie może być chyba szaleństwem w życiu wielkiego królestwa” Adam Smith
"Socyalizm każdemu równo nosa utrze:
Bogatych zdusi jutro - a biednych pojutrze."
Aleksander hr. Fredro
Jak szef sklepu boi się
Jak szef sklepu boi się przyznać, że nie zszedł cały towar, bo dostanie po premii albo coś takiego, to woli to po cichu sprzedac - tu jest konflikt interesów.
dlatego kary powinny byc
dlatego kary powinny byc wysokie, ew. pozwy oc "strutych " mieszkańców a i bojkot by sie przydał...proponuje reklamę dla Kauflandu..,."u nas najtaniej i niezdrowo"
Osoba prowadząca działalność
Osoba prowadząca działalność gospodarczą robi to po to, aby zarabiać. Niektórzy zarabiają handlując. Jedni robią to za każdą cenę, a inni z poszanowaniem klienta. O tym czy klient kupuje u jednego, czy u drugiego decyduje... klient. Nie widzę tu konfliktu interesów. Wydaje się też, że państwo już dawno nie wtrąca się do handlu i dlatego jakoś to działa. Gra toczy się pomiędzy handlowcem, a klientem. Wydaje się, że na dzisiaj sprzedawca jest górą, bo większość kupujących chce kupić przede wszystkim tanio. Jednak w rzeczywistości nie musi wcale tak być. Wystarczy, że klient ma takie wrażenie. Aby sytuację odwrócić wystarczy zacząć wymagać lepszej jakości i kupować tam, gdzie taki towar nam oferują. Jestem pewien, że handel zauważy te żądania klienta, tak jak wcześniej zauważył, że klient chce mieć wrażenie o niskich cenach i bardzo szybko zaoferuje towar solidny. Trzeba jednak pokazać determinację i nie nie dać się omamić specjalistom od socjotechniki. Nie dajmy się robić w konia, to nie będziemy musieli wcinać podrabianego owsa, z byle jakiego koryta.
Prawniku, w sumie dobrze
Prawniku, w sumie dobrze napisane, jednak jedna sprawa. Jeśli nadzór państwa jest niepotrzebny (co po części racja w handlu) to po co ci kontrolerzy opłacani z naszych podatków. Państwo powinno dbać o obywateli i takie kontrole jednak powinny być. Można powiedzieć że rzeczywiście "sami sobie" jesteśmy winni bo nie patrzymy zawsze na datę ważności produktów, ale niestety nie mam w ręce wagi żeby wiedzieć że kupując kilogram cukru jest go rzeczywiście tam kilogram. Nie jestem znawcą wędlin i, jak większość pewnie, nie zbadam na miejscu sam czy kiełbasa to kiełbasa czy może przemielone... nie powiem co.
Urzędnicy to jedno, a nasze chore w wielu dziedzinach prawo i jego skuteczność to drugie.
Gdyby było tak faktycznie że
Gdyby było tak faktycznie że towar dzień po dacie przydatności do spożycia stawał się trujący, każdy zarówno producent jak handlowiec i klient dbaliby aby nikt tego do ust nie włożył . Głupie są socjalistyczne przepisy które "normują" przydatność do spożycia tych artykułów. Znajomy wciągnął kiedyś serek topiony, który miał ten termin przekroczony o rok i nic - przeżył a nawet mu smakował. Kiedyś Janusz Weis próbował się dowiedzieć co się dzieje z solą kamienną po upływie terminu przydatności do spożycia mimo iż w ziemi przeleżała jakiś milion lat i się nie popsuła.
A na ciastkach w cukierni nikt terminu przydatności do spożycia nie pisze a mimo to ludzie się nimi trują tak samo rzadko jak kiełbasą czy czekoladą mimo iż są to o wiele mniej trwałe produkty.
Po prostu państwo po raz kolejny nas oszukuje dając nam pozorne bezpieczeństwo "bo w końcu od czego są odpowiednie służby", nie muszę dodawać że rachunek płacimy jak za bezpieczeństwo prawdziwe.
Podobnie jest w nielegalnych używkach zwanych narkotykami, są wśród nich takie co nie szkodzą lub mało a są i takie co nieźle trują i uzależniają. Państwo mówi: narkotyki są szkodliwe i dlatego są zabronione, i taki młodzik kupuje skręta marihuany, który już niedługo będzie tańszy od papierosów, pali raz drugi , trzeci no i ani się nie uzależnia ani jakoś na zdrowiu nie podupada i traci zaufanie do tych co mówią że narkotyki są trujące i złe, próbuje czegoś mocniejszego i wpada w nałóg.
Socjalizm zabija w nas po prostu instynkt samozachowawczy czy to w dziedzinie żywienia czy ćpania.
„to, co jest roztropnością w prywatnym życiu każdej rodziny, nie może być chyba szaleństwem w życiu wielkiego królestwa” Adam Smith
"Socyalizm każdemu równo nosa utrze:
Bogatych zdusi jutro - a biednych pojutrze."
Aleksander hr. Fredro
Witam..często się z Toba
Witam..często się z Toba zgadzam..ale w tym temacie ..niekoniecznie..tak się składa że w zakresie bezpieczeństwa żywności mam pewna wiedzę .Nikt nie mówi że na drugi dzień po upływie terminu...żywność jest trująca. Ale jeśli mnie ktoś tym nakarmi i mnie struje..mam podstawy by podac go do sądu i jak w banku mam wygrane. pamiętasz aferę z Constarem..gdzie odświeżali wędliny i naklejali nowe daty wazności..Dzisiaj z Constaru mogę jeść wszystko... po nauczce z "aferą" wszystko jest tam tak przestrzegane że na pewno drugi raz się nie powtórzy. To po prostu za dużo kosztuje> Firmy nie po to wdrażają HACCP aby mieć pozwy o wytrucie klientów.Nie bede sie wymądrzał i wdawał w polemikę ..ale wierz mi..to jest dla nas , konsumentów a nie dla sprzedających. Książeczki zdrowia sa dla klienta ( że nie sprzeda nam kiełbasy nosiciel salmonelli ) a nie sprzedawcy. Na przykład w chwili obecnej od kilku lat nie salmonella jest przyczyna większości zatruć (jak się na ogół sądzi) lecz inna bakteria..ale o tym innym razem..
Nikt nie mówi że na drugi
Nikt nie mówi że na drugi dzień po upływie terminu...żywność jest trująca. Ale jeśli mnie ktoś tym nakarmi i mnie struje..mam podstawy by podac go do sądu i jak w banku mam wygrane.
Właśnie o to chodzi bo producenci i handlowcy najbardziej boją się negatywnych opinii i sądów nie SANEPIDu, który winduje tylko koszty zmuszając do niepotrzebnych inwestycji. Jeśli chodzi o HACCP to gdyby był taki dobry dla producentów i handlowców sami by go wdrażali i nie trzeba by było robić tego pod przymusem. Gdyby w Constarze tylko państwowe służby wiedziały o nieprawidłowościach działo by się tam bez zmian do dzisiaj, to nie sanepid,weterynarz,pih czy inne "służby" naprawiły ten zakład ale klienci poprzez wyciek informacji od pracownika i śledztwo dziennikarskie. Zresztą tam też był wdrożony HACCP i pewnie jeszcze parę innych norm i co z tego...
Z książeczkami, nie zgodzę że są dla klienta choćby dlatego ze klient nie ma prawa nikogo legitymować i równie dobrze może żądać pokazania przez sprzedawcę czy ma czystą bieliznę, co zresztą pewnie byłoby bardziej wiarygodne niż książeczka zdrowia sanitarno epidemiologiczna. Książeczka zdrowia a właściwie badania sanitarno epidemiologiczne zabezpieczają właściciela przed zatrudnieniem osoby chorej/nosiciela i jest w interesie właściciela tak jak sprawdzenie czy pracownik w gastronomii ma czyste paznokcie. Zresztą takie badanie epidemiologiczne obowiązkowo robi się tylko raz, ewentualnie powtarza po przebyciu chorób wymienionych w ustawie.
„to, co jest roztropnością w prywatnym życiu każdej rodziny, nie może być chyba szaleństwem w życiu wielkiego królestwa” Adam Smith
"Socyalizm każdemu równo nosa utrze:
Bogatych zdusi jutro - a biednych pojutrze."
Aleksander hr. Fredro
O przepraszam to miało być do
O przepraszam to miało być do Jareckiego, a prawnik też niech poczyta :-)
dziękuje..poczytałem..prawo
dziękuje..poczytałem..prawo mamy dobre ..tylko z jego egzekwowaniem są problemy.... a i wiedza ludzi w zakresie żywności mogłaby być większa... Np mało ludzi wie cokolwiek o salmonelli , barwnikach nie wspominając o prawidłowym myciu rąk..a potem się dziwią ze maja sr...
Czytelniku, wcale nie nie
Czytelniku, wcale nie nie miałem zamiaru zwalniać państwa z nadzoru nad prawidłowością parametrów produktów sprzedawanych konsumentom. Państwo wzięło na siebie ten obowiązek finansując z budżetu instytucje kontrolne. Niestety sformułowanie - finansowany z budżetu - jest na tyle źle wyjaśnione, lub definicja tego wyrażenia jest celowo tak skomplikowana, że my jako podatnicy rozumiemy to inaczej niż "budżetówka". My uważamy, że urzędnicy powinni nam sprzyjać, bo to my płacimy ich pensje, gdyż sam budżet powstaje z wyszarpanych nam bezlitośnie podatków, a za to urzędnicy twierdzą, że wynagrodzenia dostają od... państwa. Usprawiedliwionym wydaje mi się zatem twierdzenie, że udają w ten sposób przygłupów, bo świadomie pomijają oczywiste pytanie, skąd państwo wzięło te pieniądze? Jednak biorąc pod uwagę ich pokrętne przekonanie o „państwowym” pochodzeniu finansów na ich gaże, trudno się dziwić, że działają w imieniu tego, który budżetem zarządza, a nie tego, który ten budżet tworzy. W tym właśnie upatruję istnienie słabości administracyjnej samorządów, panoszenia się urzędniczej buty i oderwania od rzeczywistości kontrolerów, którzy nie podejmują odpowiedzialności za interpretację przepisów, choć nie raz mają takie możliwości, ale wolą wykazać się efektywnością działań przed nadzorem i przez wykazanie skuteczności kontroli (patrz przychody z mandatów), uzasadnić konieczność istnienia danej instytucji.
Wracając jednak do tematu. Śmiem sądzić, że pomimo moich jednoznacznych poglądów na jakość państwowych instytucji kontrolnych muszę stwierdzić, iż jest instytucja, którą uważam za jedną z lepiej działających firm kontrolujących. Jest to PIH. Mówię tu oczywiście o tej części nieskorumpowanej. Uważam, że kontrolerzy najczęściej wykonują swoje czynności profesjonalnie i bez niepotrzebnego napuszenia. Za to inni kontrolujący mają chyba jakiś kompleks niższości z powodu pracy w mniej spektakularnych instytucjach i dlatego chcąc się tym bardziej wykazać, okazują niejednokrotnie kontrolowanym, kto tu kurde rządzi. Pomijając jednak sposób przeprowadzenia kontroli - za absolutnie paranoiczny i to niezależnie od firmy kontrolującej, uważam sposób karania przedsiębiorcy wypuszczającego na rynek produkt z wadami. Dla małego przedsiębiorcy, który wyprodukował dobrej jakości produkt, ale zapakował go do opakowania, na którym wielkość czcionki określającej jednostki miary była niezgodna ze zmienionymi przepisami, karą bardzo dotkliwą jest zadysponowanie przez kontrolera (nie PIH): grzywna - 1.500 zł, a do tego kara naliczona od wartości sprzedanego towaru i natychmiastowa wymiana opakowań, chociaż wydaje się, że klient w tym przypadku nie poniósł żadnego uszczerbku na zdrowiu, ani nie został przez producenta istotnie oszukany.
Co znaczy jednak kara nawet 5.000 zł dla producenta setek ton niby masła, albo dla sprzedawcy, który pod nazwą „ser gouda” (prawdziwy ser z mleka) wciska klientom za 20 zł za kilogram wyrób seropodobny zakupiony w hurcie za 7 zł? Czy jest szansa, że w takich właśnie przypadkach kara finansowa, która jest niższa niż dochody z takiego procederu będzie skuteczna? Śmiem wątpić! Jedynym sposobem na naciągaczy było by nie tylko zwykłe upublicznienie, ale szczególne nagłośnienie wyników kontroli.
Kiedyś uśmiałem się serdecznie, bo znalazłem w jakiejś ogólnopolskiej gazecie informację o takiej mniej więcej treści: z jednego ze sklepów znanej sieci handlowej pobrano próbki masła pochodzącego od 10 producentów. Tylko jedno masło miało prawidłowy skład. O ile się nie mylę, próby zleciła Federacja Konsumentów. Normalnie mnie powaliło. Już widzę, jak po tym artykule nieuczciwi producenci się wystraszyli! Niektórzy pewnie z samego wrażenia zbankrutowali, a sieć handlowa odszukała klientów i zwróciła im pieniądze.
Inna sprawa. Opakowanie i nazwa produktu nie może przypominać opakowania znanego powszechnie produktu o dobrej, ugruntowanej renomie, aby nie sugerować klientowi podstępnie, że wyrób podobnie wyglądający, ale z podłych surowców, jest tak samo smaczny, ale tańszy. Zasada obowiązuje. A jaki jest z tego efekt. Otóż od pewnego czasu zabieram okulary do sklepu, bo kiedyś żona wysłała mnie po masło extra, a ja przyniosłem ekstra śmietankowe (miks). Bez okularów zasugerowałem się z grubsza wyglądem i tym co było napisane dużą czcionką. Wierz mi Czytelniku, nie chciałbyś usłyszeć tego, co ja usłyszałem po powrocie do domu.
Albo z innej beczki. Jakim prawem coś nazywa się parówką cielęcą, chociaż nie zawiera cielęciny? Otóż może się tak nazywać, gdyż jest to dopuszczalne. To okazuje się jest tylko nazwa fantazyjna, firmowa. O składzie produktu można przeczytać informację na etykiecie. Powiecie, że guzik prawda, bo przecież nie ma etykietek na kiełbaskach. Tak, to się zgadza, ale etykieta może być na opakowaniu zbiorczym, albo sprzedawca może posiadać atest. Trzeba zażądać dokumentu i sobie poczytać.
Pewnie było by znacznie prościej, gdyby kiełbasa zawierała mięso, ser mleko, a dżem owoce. Tak mi się przynajmniej wydaje. A może to są poglądy podstarzałego dziwoląga, który nie nadąża za postępem? Może i mnie trzeba zmienić podejście do współczesnej technologii produkcji żywności? Może..., to i racja! Ale jeżeli mam wtrajać „postępowe” specjały, to w zamian żądałbym wyraźnej informacji o składzie produktów, która pozwoli mi na uniknięcie błędów żywieniowych. Otóż dla przykładu za dawnych czasów jadłem bułkę z mąki (skrobia), obłożoną kiełbasą z mięsa i popijałem herbatą... no wiecie to takie coś suche zalane wodą. Okazuje się, że współczesna szynka zawiera dodatek nawet 100% wody, a kiełbasy oprócz nadmiaru soli i azotanów, azotynów, koncentratu dymu i innego badziewia mogą zawierać również skrobię. Tak więc, aby w 2010 roku zjeść posiłek o podobnym składzie jak niegdyś, to dzisiaj wystarczy kupić kiełbasę i to... to suche od herbaty. Reszta, a więc prawie bułka i prawie herbata jest już przecież w wędlinie.
Jak pewnie zauważyłeś Czytelniku, o sprawie pozornego szacunku dla klienta i robienia mu wody z mózgu, myślę dość często. Jak widać to temat rzeka. Postanowiłem go tu nieco rozwinąć, aby zwrócić ci uwagę, że moim zdaniem działalność kontrolnych instytucji państwowych czy konsumenckich może skutecznie zwalczać właśnie producentów wytwarzających produkty solidne, a nie wyeliminuje plastikowych produktów żywnościowych i innych niby nam niezbędnych byle jakich wytworów, jeżeli tylko są one zgodne z obowiązującymi przepisami i mają odpowiednią czcionkę w opisach.
Jeżeli nam więc zależy na takich właśnie prawdziwych produktach, to niestety musimy o nie zawalczyć sami wymuszając na handlu ich dostarczanie, albo musimy doprowadzić do zmiany przepisów, do których stosować się będą producenci, handlowcy i kontrolerzy. Co zrobić łatwiej?
Przepraszam za długość tekstu, ale o tym można gadać raz mądrzej, raz głupiej, a z pewnością bez końca.
Pozdrawiam.
A. K. Jarecki
prawo mamy dobre? ciekawe? to
prawo mamy dobre?
ciekawe?
to dlaczego mamy problemy z egzekwowaniem?
logiki tu brak ,
prawniczej oczywiscie nie wystarcza,
odpuść sobie juz reklamę z
odpuść sobie juz reklamę z blogiem i ordynacja, ja też mam swoja stronę internetową i jakos jej nie promuje ...jakbyś trochę pomyślał i poczytał ( a nie tylko prawicowe pisma) to byś wiedział jak się sprawy mają... Od lat rodacy nauczyli sie omijać prawo i kombinować jak sobie radzić i je omijać..wystarczy wyjechać na drogi i zobaczyć jak rodacy jeżdżą..czy prawo o ruchu drogowym jest złe? a ile razy zadzwoniłeś na policje podając numer rej. wariata wyprzedzającego ciebie na skrzyżowaniu i jadącego dalej... mnie sie to zdarza ... i jakoś nie mam wyrzutów sumienia że "nadałem sprawe policji", a jak cyganie handlują na poboczach "złotem" tez dzwonie i patrol ich "zwija".....nie czekam az mojego sąsiada naciagna..Nie zmienisz mentalności z dnia na dzień..ale uważam ze powoli ale idzie do przodu..zmienia sie również nastawienie do policji i organów nadzoru.
PS. ciekawe czy jak wiesz że sąsiad zatrudnia kogoś na czarno to dalej udajesz ze nie ma sprawy?....albo bije zone..to włączasz radio żeby nie słyszeć? No chyba że to w Szkocji jest standardem..
I prosze nie mylic w/w spraw z donosicielstwem...bo nie w tym problem..
no, smialo, podaj ten
no,
smialo,
podaj ten adres,
wreszcie poznamy prawnika
na zywo jakby...
jesteś jednak
jesteś jednak psychiczny....weź swoje zabawki i zmień piaskownicę...emigracja wyraźnie tobie szkodzi..dla dobra Polski..bo takim panom dziękujemy... niech sobie brudzą piasek w innej piaskownicy....i zdecyduje się wreszcie jak chcesz się podpisywać..więcej nie będę pisał z nawiedzonym..szkoda mojego czasu i internautów...
PS.załóż sobie swój portal..może zajrzy tam resztek elektoratu PIS...powodzenia, a Panu Karolowi zapłać za darmowa reklamę. A jak przyjedziesz do Zawadzkiego to kup se piwo, siądź na palikach na placu zabaw na ul. Dębowej, to może ci drzazgi w d.... i piski huśtawek wyleczą umysł..
Ja myślę że i prawo mamy do
Ja myślę że i prawo mamy do bani w dużym jeszcze zakresie, i egzekwowanie go też szwankuje.
Prawnikowi za to zalecam tydzień urlopu, bo za nerwowo trochę reaguje już na wypowiedzi innych, ale i kumysowi trochę więcej tzw. kindersztuby by się przydało - swoje racje trzeba przedstawiać inaczej jeśli się chce do nich kogoś więcej przekonać...
sorki za ton..ale jak ktoś z
sorki za ton..ale jak ktoś z góry wie kim jestem i wie wszystko lepiej (np. że jestem agentem itp.pierdoły ) to mi nerwy puszczają..bo nie lubię chamstwa w sieci..jak masz inne zdanie to napisz..ale słuchaj co inni maja do powiedzenia a nie powielaj stereotypy ....najgorzej jak nawiedzeni robią tubę z netu. Ja krytykuje władze Zawadzkiego..i jakoś mi nikt nie napisał że zmyślam i pisze nieprawdę..wystarczy być mieszkańcem by wiedzieć jak jest. A bzdury typu : że jestem "smokiem" (pozdrawiam), że startuje w wyborach,, ( informuje ze nie..bo nie mogę:):)..no teraz to już oponentom mózgi się grzejądlaczego:)?..skazaniec...małolat..emigrant . :) )
Dodaj nową odpowiedź