
Rozejrzyjcie się za inną robotą
Sędziowie zrzeszeni w stowarzyszeniu „Iustitia” grożą strajkiem. Prezes organizacji wystosował apel do kolegów po fachu, żeby przez dwa dni nie prowadzili w sądach rozpraw, odmawiali udziału w komisjach wyborczych i masowo wysyłali do premiera ostrzegawcze kartki. Oryginalny wydaje się zwłaszcza pomysł ostatni. Kartki mają być w kolorze czerwonym, takie same, jakimi posługują się arbitrzy na boiskach piłkarskich. Pan prezes uważa pewnie, że sędzia w todze upodobnił się do sędziego z gwizdkiem w zębach, więc i metody walki o kasę powinny być zbieżne.
Nie dziwi, że pracownicy wymiaru sprawiedliwości chcą zarabiać więcej, bo to naturalna skłonność każdego człowieka. Trudniej natomiast pojąć, dlaczego straszą strajkiem, jeśli sytuacja w polskich sądach od dziesięcioleci wygląda tak, jakby trwał w nich nieustający protest. Najbłahsze sprawy toczą się latami, a Trybunał w Strasburgu zasypany jest skargami obywateli na opieszałość naszego sądownictwa. Już sześć lat temu sędziowie tej instytucji mieli po dziurki w nosie zalewu pozwów napływających z Polski. Nakazali rządowi zmienić procedury w celu przyspieszenia postępowań. I nic się w tym zakresie nie zmieniło.
Gdyby prezes „Iusticii” poinformował opinię publiczną, że strajk sędziów trwający od wielu lat, wreszcie się zakończył, w związku z czym oczekują podwyżek, można by od biedy zrozumieć żądania. Oczekiwanie natomiast lepszej płacy za notorycznie gorszą pracę jest przejawem braku elementarnej logiki, co akurat w tym zawodzie nie powinno mieć miejsca.
Podobnie jest z naszą reprezentacją poselską. Niektórzy członkowie Wysokiej Izby nie kryli niezadowolenia, gdy marszałek ściągnął ich z urlopu, aby w ekspresowym tempie poprawili ustawę powodziową. Tę samą, którą przed wakacjami sknocili, zakładając, że skoro powodzie wystąpiły wczesnym latem, to w sierpniu nie mogą się już zdarzyć. Nikt w całym Sejmie na to nie wpadł. Nikomu nie przewinęła się przez szare komórki ta odkrywcza myśl.
Na Wiejskiej odbyła się kolejna fuszerka, za którą zapłaciliśmy wszyscy, bo koszty wakacyjnego zjazdu pokryli, rzecz jasna, podatnicy. W przyszłym roku służbowe podróże posłów koleją i samolotami mają kosztować budżet państwa aż 8 mln zł. Wychodzi na głowę po 17 300 zł. Żeby tylko wybrańcy narodu nie doszli do wniosku, że za przykładem sędziów też powinni strajkować, gdyż obecny strajk, owocujący sknoconymi ustawami, jest dla nas niewystarczająco ostrzegawczy!
Na szczęście trafiają się w parlamencie ludzie, którzy umieją spojrzeć w lustro. Już 20 posłów zadeklarowało zamiar startu w wyborach samorządowych. Nie tylko na stanowiska prezydentów w metropoliach, ale także burmistrzów w małych miastach. Uważają, że w Sejmie są bezwolnymi trybikami politycznej machiny, natomiast pole do działania znajdą na niższych szczeblach zarządzania.
Czy nie jest to właściwy drogowskaz dla sędziów? Zamiast strajkować w wystarczająco już sparaliżowanym sądownictwie, czy nie powinni rozejrzeć się za robotą, która w większym stopniu zaspokoi ich ambicje? Przestaliby się sami męczyć, a i obywatelom skróciliby męczarnie w postępowaniach sądowych.
KAROL CEBULA
- 1267 odsłon









Szanowny Panie
Szanowny Panie Redaktorze!
Jako stały czytelnik internetowego wydania SO niepokoi mnie ton powyższego artykułu. Dotychczas publikowane przez Pana teksty trafnie puenowały otaczającą nasz rzeczywistość czy to tę bliższą - strzelecką czy też dalszą - ogólnopolską, światową. W tym miejscu wykazał się Pan jednak brakiem znajomości problemów polskiego sądownictwa. Swoją argumentację utorował Pan w kierunku wykazania, iż w polskich sądach dzieje się wszystko zbyt powoli, z mozołem. Tak też i w istocie jest, przy czym nie wynika to z zasugerowanego w powyższym tekście lenistwa kadry sędziowskiej, lecz z jej zbyt wąskiego grona. W dzisiejszym sądzie braku sędziów, najlepsi - przytłamszeni długą scieżką kariery (wedle najnowszych przepisów sędzią można zostać dopiero po odbyciu aplikacji trwającej łacznie 7 lat plu studia oczywiście), przytłoczeni ogromem pracy (co wynika także z pieniackiego charakteru społeczeństwa), pracujący w urągających warunkach (brak podstawowego sprzetu biurowego) i bez prespektywy na awans finansowy odchodzą z sądów i wybierają scieżkę wolnego zawodu - radcy, adwokata czy notariusza, w których swą roczną pensję sędziego zarabiają w okresie miesiąca. Sądom potrzebne jest dofinansowanie, nie zaś cięcia budżetowe, gdyż w przeciwnym razie sprawy będą trwały latami, a sądzic je będą osoby z powołaniem do wolontariatu lub nie dające sobie rady gdzie indziej.
Wojciechowi to jak grochem o
Wojciechowi to jak grochem o ścianę. Nie nasza wina, tylko za mało pieniędzy, ludzie za bardzo się awanturują (jakby nie mogli swoich sporów rozsądzić w domach), co przysparza nam roboty, sprzętu biurowego nie mają (pewnie chodzi o komputer, kupić sobie to nie łaska?).
Każdy businesman jak się za busines bierze, to kupuje, co mu potrzeba i robi, a nie narzeka długą ścieżkę kariery.
Panie Wojciechu - a kto jak diabeł przed święconą wodą broni się przed otwarciem zawodu na nowych, kto blokował ustawy kruszące zgniłe skorpuy palestry?
Mało ludzi do pracy? Trza dopuścić innych do roboty, której samemu podołać nie można, a nie zamykać się w murach korporacji.
I nie chrzań mi tutaj o urągających warunkach, bo to twoja wypowiedź jest urągająca.
PS Nie wiem czemu, ale mam wrażenie jakbym z sędzią polemizował
Szanowny Smok-u sąd to nie
Szanowny Smok-u
sąd to nie własny biznes, to funkcja państwowa. Z Twojej retoryki wynika, żę strażnicy więzienni powinni sami kupić sobie broń, policjanci radiowozy, a lekarze defibliratory, bo co nie łaska, to ich biznes, tak?
Sędzią nie jestem, przed otwarcie zawodów prawniczych nie protestowałem, a nawet jestem za, byle z rozsądkiem. A tak na marginesie, reforma zmieniająca zasady dostępu do aplikacji prawniczych nie dotyczyła zawodu sędziowskiego, a w każdym razie z pewnością go nie uprościła.
Wyjaśnijąc jeszcze bynajmniej nie uszczypliwie, palestra to nie sąd, adwokat to nie sędzia. Więc nie o "zgniłe skorpuy palestry" tu chodzi tylko o sąd i jego pracowników.
Ejże panie Wojciechu..tak sie
Ejże panie Wojciechu..tak sie składa że znam środowisko i doskonale wiem że z sadami nie jest tak żle jak mówią..moja ulubiona pani sędzina mówi często w sądzie "wiedział co podpisał"..sędzia tez wiedział gdzie idzie do pracy i ile będzie zarabiał...wiec czego oczekuje..i tak w ostatnich latach znacznie sie poprawiło w sadownictwie.. dociekliwi niech sie dowiedzą ile zarabiają pedziowie..więc w czym problem... należy przewietrzyć sądy, adwokatury... prawnik jest na pęczki..pora umożliwić im dostęp do zawodu..a nie tylko rodzinom i pociotkom
ps. tez ma podobne odczucia iz pan Wojciech jest sędzią..:)..a co należy rozumieć pod pojęciem dostęp do adwokatury z rozsądkiem..to już wiedza nie wystarcza?
Tak dobrze znasz środowisko,
Tak dobrze znasz środowisko, że nawet nie potrafisz użyć prawidłowej formy gramatycznej - sędzina to żona sędziego, a kobieta wykonująca ten zawód to sędzia hehe! Sami eksperci... guzik wiecie o tej robocie - koszmarna odpowiedzialność, sędzia nie ma prawa dorobić na boku, jak w innym zawodzie, nie ma prawa do strajku, nie może należeć do partii politycznej, musi uważać z prowadzeniem życia towarzyskiego, zwykle nawet nie ma sowjego gabninetu, sekretariaty funkcjonują fatalnie, wokandy są przepełnione. W niemczech każdy sędzia ma 3 asystentów, u nas 1 asystent przypada na 10 sędziów. Kto z was przepracował w sądzie choć jeden dzień?? Po 8 latach kształcenia specjalistycznego (studia plus aplikacja plus egzamin) nie zdecydowałam się na pracę w tym bałaganie. Wietrzcie sobie sądy i będą was sądzić tacy eksperci że głowa mała. Porównujecie zawód sędziego do prowadzenia kiosku z gazetami. Tak, sędzia powinien być lepszym człowiekiem niż inni, bo podejmuje decyzje w najważniejszych dla was sprawach.
nie czepiaj się
nie czepiaj się zwrotów..zgadzam se z tobą w ostatnim zdaniu.jak takis mądry to doskonale wiesz ze kształcąc się na sędziego doskonale KAŻDY kandydat wie ile on zarabia i jakie ma ograniczenia... i nagle jak wchodzi w to środowisko to krzyczy że mało zarabia... (podobnie jest i było z lekarzami) czy to nie dziwne...wiem jak jest za granicą..więc mnie nie pouczaj..tylko że tam nie było demokracji..cokolwiek by nie znaczyła...I nie zaprzeczysz że środowisko sędziowskie ma lepiej niz 20 lat temu..i o to mi chodzi...Sądownictwo musi sie reformowac..a odnosnie "sędziny" akurat tak często mowie w prywatnych rozmowach i jakoś koleżanki sie nie burza:)....nie mam zamiaru sie tłumaczyć ile dni przesiedziałem w sądach ..niekoniecznie na ławce jako oskarżony
Szanowny Smok-u, jeszcze
Szanowny Smok-u,
jeszcze jedno, spraw w sądach jest bardzo dużo, a mogłoby być tylko dużo, gdyby społeczeństwo zechciało wpoić podstawowe zasady prawa, nauczyć się nie przepisów, ale tylko zasad jego działania. My wszystko wiemy najlepiej, lekarz jest głupi i chytry, adwokat to kłamca i wichrzyciel, a sędzia to ten co łapówki bierze. Tak to wygląda, tak się mówi i taki buduje się obraz, a jak ktoś w historii kiedyś powiedział każde kałmstwo, nawet najbardziej podłe, staje się kiedyś prawdą.
W kwestii zaś "załatwiania spraw w domu", to faktycznie w krajach, które nie zostały dotkniete zębem komunizmu, wiele spraw załatwia się na etapie mediacji czy postępowania pojednawczego, a sąd stanowi ostateczność. A u nas, wszyscy biegną do sądu i wymagają by ich sprawa była załatwiona już, najlepiej "od ręki", bo w końcu jestem najważniejszy, w końcu moje się liczy i to ja mam rację, a gdy ktoś zwleka, bo mu się papier skończył w drukarce (przykład z życia sądu), to pewnie wziął łapówkę i to niemałą, a nie daj Boże gdy orzeknie niezgodnie z moim żądaniem -to już oszust murowany, złodziej i krętacz.
Tak to hula i kiedyś pier........, jeżeli dzisiaj nie zauważymy problemów jakie już teraz trawią nasze społeczeństwo, jezeli jedyny horyzont jaki widzimy będzie kończył się na czubku naszego nosa. I tu nie chodzi tylko o sąd ale o wiele dziedzin życia publicznego, które dzisiaj kuleje. Ratujmy co się da, bo w przeciwnym razie nie będzie miał kto nas ratować.
Ale tak dokładnie to o co
Ale tak dokładnie to o co chodzi? Kiedyś za wzór podawaliśmy USA, gdzie sąsiedzi sądzą się o przejechaną kurę i ich dumą jest to, że mają do tego prawo. Teraz słyszę, że takie sprawy powinny być załatwiane gdzie indziej. Może i tak, ale nie przyjmuję do wiadomości, że są one (mogą być) przyczyną niewydolności polskiego sądownictwa. Łatwe sprawy uważam da się załatwić w ciągu jednego dnia, sam byłem uczestnikiem jednej (jako oskarżony, żeby było ciekawiej, posądzony o jedną z dużych polskich firm o nieuczciwość), w tym samym dniu podobnych spraw w sądzie było kilkanaście i wystarczyła jedna rozprawa, by sąd ustalił werdykt. I nie trwało to kilka lat, tylko parę tygodni od wniesienia sprawy. Można? Można
Czytając Wojciecha odnoszę wrażenie, że sędzia to jakiś lepszy człowiek, trza mu dać wszystko (bo nie będzie miał na czym wyroku wydrukować), ludzi przegonić do mediatorów, a najlepiej, gdyby wogóle spraw sądowych nie było. Mieszanie państwa tu jest trochę nie na miejscu. Państwo daje miejsce, UPRAWNIENIA (że to organ NIEZAWISŁY) i kasę za to. Sędziów boli, że adwokaci zarabiają więcej? Nikt za uszy do sądu nie prowadził.
Nawoływanie do nic nie robienia, jak słusznie zauważył p. Karol, to komuna w najlepszym wydaniu. Nie będziemy więcej robić, bo inni zarabiają więcej.
Wybacz, panie Wojciechu, ale nie trafia do mnie taka argumentacja. Robota jak robota, czy na swoim, czy na państwowym, wykonana jest dobrze wtedy, gdy się dobrze wykona. Przez siedzenie, narzekanie i szukanie problemów (że o sabotażu nie wspomnę) sytuacja się nie poprawi. Jeśli uważasz pan, że siedziąc na państwowej posadzie należy się panu coś więcej, niż umówiona pensja za umówioną robotę, to jest to żenujące, ale i sensowne wytłumaczenie zapaści polskiego sądownictwa.
I zastanawia mnie perspektywa widzenia horyzontu przez czubek własnego nosa. Jeśli uprzedzenia, o jakich wspomniał p. Wojciech, są na porządku dziennym i idą w pierwszenstwie przed osądem zleconych sędziom spraw, to naprawdę strach pomyśleć, że kiedyś przed takim gościem trzeba będzie tłumaczyć swoją sprawę, a jego osąd będzie NIEZAWISŁY.
Chyba nie ma innego wyjścia, jak gruntowne przewietrzenie tego środowiska i dopuszczenie nowych, światłych umysłów, nieskażonych roszczeniową postawą: "należy mi się".
Co jest z tymi postami? Każda
Co jest z tymi postami? Każda dłuższa wypiowiedz jest traktowana jak spam. Pomocy!
To pewnie przez posty
To pewnie przez posty Jareckiego... były za długie... to już takie nie będą...
Sorry! Już więcej nie będę!
Pozdrawiam
A.K. Jarecki
Twoje się dobrze czytało.
Twoje się dobrze czytało. Chyba SO ma jakiś problem z forum, mam nadzieję, że szybko się z nim upora.
Wprowadziłem zmiany. Forum
Wprowadziłem zmiany. Forum powinno działać bez zarzutu.
W razie wystąpienia kłopotów proszę o ich zgłaszanie.
Admin
No, sprawy toczą się latami,
No, sprawy toczą się latami, bo sędziowie i sekretariaty sądowe są przeciążone i nie ogarniają takiej ilości napływających spraw. Jest zbyt mało pracowników. A pan Cebula ostatnio w którymś felietonie wychwalał pomysł jeszcze większego uszczuplenia kadr, czyli pracowników będzie jeszcze mniej, a sprawy będą się ciągnęły jeszcze dłużej. Nie ocenił pan sytuacji perspektywicznie.
Taki gorący temat, a Jarecki
Taki gorący temat, a Jarecki przysnął.
Tyle ciekawych wątków się urodziło, a główny pieniacz strzelecki zamilkł był na fest? Otóż nie, ja cały czas jestem na posterunku, ale miałem tak "załadowany" tydzień, że wieczorami ledwie odpaliłem "maszynu", a już niejaki Morfeusz kombinował mi coś przy oczach i nie potrafiłem utrzymać ich otwartych nawet z pomocą zapałek. No, ale wczoraj odespałem zaległości i ponownie przeczytałem artykuł oraz dyskusję. Muszę wam powiedzieć, że chyba jeszcze nie byłem w takiej sytuacji. Wprost nie mogę uwierzyć, ale ja się prawie ze wszystkim... zgadzam. Ma rację pan Karol, ale również panowie Wojciech, Smok, Prawnik i prawie we wszystkim popieram panią Czytelnik. Tu jednak z naciskiem podkreślę słowo "prawie", bo myślę, że w tym właśnie kontekście to słowo ma kolosalne znaczenie. Zwykle określa ono niewielką różnicę „na gorsze” pomiędzy rezultatem zamierzonym, a faktycznie osiągniętym i dlatego najczęściej uznajemy, że tak właściwie uzyskaliśmy to, co chcieliśmy. W tym przypadku jednak waga problemu jest tak wielka, że to "prawie" robi zbyt poważną różnicę i nie można ot tak przejść nad tym do porządku.
Chyba trzeba wreszcie napisać, do czego zmierzał ten zawiły wstęp.
Otóż czytając felieton i waszą korespondencję kiwałem głową ze zrozumieniem dla przedstawianych argumentów, bo choć niektóre kontrowersyjne, a inne sprzeczne to jednak w większości z życia wzięte. Aż doszedłem do wpisu Czytelnika, a w tymże tekście do ostatniego zdania cytuję: "Tak, sędzia powinien być lepszym człowiekiem niż inni, bo podejmuje decyzje w najważniejszych dla was sprawach". Już samo sformułowanie "podejmuje decyzje w najważniejszych dla was sprawach" mnie zdenerwowało, bo wygląda na to, że Czytelnik zdystansowała się oto od wszystkich niewdzięczników, a więc chyba od większości niegodnego pospólstwa, którzy bezpodstawnie czepiają się urobionych po łokcie orłów Temidy. Mam wrażenie, że takie sformułowanie sugeruje, iż mamy tu do czynienia z kimś, kto do tej pory nie miał bezpośredniej styczności z wymiarem sprawiedliwości jako petent. Jeżeli zaś istnieje jakiś kontakt między nim a sądem, to pewnie z tego powodu, że sam tę sprawiedliwość wymierza, lub stoi po stronie finansowo zawsze wygranej. Jeżeli tak jest rzeczywiście, to choć bardzo niechętnie - mogę chyba zrozumieć, dlaczego facet w czarnej sukience, z łańcuchem na szyi i beretem na głowie, nie chce mieć zbyt dużo wspólnego z ludźmi ubranymi jak... zwykli, prości ludzie(?). Czuję się tu w obowiązku zwrócić pani Czytelnik uwagę, że i sędziowie stają się czasem klientami swego pracodawcy. Ot choćby, żeby daleko nie szukać, całkiem niedawno w strzeleckim sądzie sędzia przywalił w bańkę asesorowi i takim to sposobem obaj poszli po sprawiedliwość do... sądu. Czy to znaczy, że ich sprawa stała się automatycznie naszą sprawą? A może jednak nasze sprawy, dalej są naszymi, a te wasze - tymi naszymi tak się brzydzą, że nie chcą mieć z nimi nic wspólnego? Swoją drogą ciekawi mnie, czy jest różnica w czasie załatwiania pozwu "naszego" od "waszego"? A może i panów redaktorów to interesuje?
Jednak to nie urywek o "waszych sprawach" zbulwersował mnie najbardziej. Jeszcze mocniej wkurzył mnie początek zdania: "sędzia powinien być lepszym człowiekiem niż inni". Gdyby to było samodzielne zdanie, to brzmiałoby ono jak najważniejsze hasło z "kodeksu wzorowego sędziego" i w słowach prostych, ale niezwykle wymownych określałoby profil charakterologiczny człowieka wykonującego społecznie ważny zawód, który w sferze wysokich wymagań etycznych mógłby być porównywany tylko z wizją idealnego lekarza, albo księdza. No właśnie, gdyby to o tym pisała nasza pani Czytelnik, to popierałbym ją z całych sił. Chyba jednak się nie pomylę, jeżeli zaryzykuję twierdzenie, że nie o to autorce chodziło. Wydaje się, że to jest to tylko niezamierzony lapsus, bo to samo zdanie jako część całego postu nabiera zupełnie innego znaczenia. Recenzentka pisząc, że "sędzia powinien być lepszy niż inni" komunikuje nam raczej, że nie po to ktoś się najpierw uczył i aplikował, a potem z kolei ciąży na nim "koszmarna odpowiedzialność, sędzia nie ma prawa dorobić na boku, jak w innym zawodzie, nie ma prawa do strajku, nie może należeć do partii politycznej, musi uważać z prowadzeniem życia towarzyskiego”, żeby na koniec być traktowanym jak jakiś byle (tfu!) człowiek. Muszę powiedzieć, że wprawdzie z olbrzymią trudnością, ale i z takim poglądem mógłbym się zgodzić, gdyby autorka wprowadziła wreszcie jakieś kryteria, które rozstrzygałyby o tym, czy jest on „lepszym człowiekiem” jako sędzia właśnie. Wydaje mi się, że wykształcenie i cierpienie niewygód w pracy mogą kogoś ukształtować i dać mu szansę na bycie „lepszym”, ale nie załatwią mu statusu nadczłowieka automatycznie. Bez wykazania się sumiennością i starannością w wykonywaniu obowiązków sędziego, taki ktoś może być uważany za dyplomowanego prawnika, ale chyba nie ma obowiązku oddawania mu szczególnej czci dlatego, że zdobył dyplom i nie ma asystentki?
Pani Czytelnik, przyjmuję do wiadomości, że sędziowie pracują w trudnych warunkach i powinni więcej zarabiać, między innymi dlatego, że skończyli studia plus aplikacja plus egzamin, ale czy dzięki temu nie powinni wykazywać też większej świadomości prawnej niż wszystkie inne nieuki? Sędzia nie ma prawa do strajku, więc sabotuje pracę sądu. Czy tak to się obawia?
Ciekawym poglądem jest też ten, że nikt nie ma prawa oceniać środowiska sędziowskiego, bo nikt inny nic o nim nie wie. Czy to oznacza, że jeżeli sędziowie korzystają z immunitetu, to są równocześnie wyłączeni z możliwości oceny ich pracy? Pewnie zrobią to sami, bo ich nieskazitelne morale i szczególnie wysokie poczucie sprawiedliwości nie pozwoliłoby na tolerowanie w tym zacnym gronie ludzi dopuszczających się rękoczynów, albo nie stawiających w pracy z powodu choroby, aby... przyrobić sobie na boku.
Czy to naprawdę wydumane kalumnie rzucane na jedynych sprawiedliwych przez zawistny ciemny lud?
No cóż, ja mam takie wrażenie, że małostkowość i niskie pobudki widać najwyraźniej u tych, którzy żądają od innych szczególnego szacunku dla siebie. Zaś zła opinia o jednym członku grupy rozciąga się na nią całą. Jeżeli na dodatek grupa ta chce mieć szczególne uprawnienia i status społeczny, a nie eliminuje spośród siebie zgniłków, to musi się również pogodzić z faktem, że wydobywający się z jednego źródła smrodek, przykleja się również do innych.
Myślę, że większość ludzi potrafi odróżnić kogoś wartościowego od patałacha, niezależnie od tego czy jest szewcem, krawcem, kierowcą...
Sędzia nie musi być lepszym
Sędzia nie musi być lepszym człowiekiem. Wystarczy, że będzie uczciwy i znający się na swoim fachu. Tak poza tym to może być całkiem normalny.
Syn sędziego w pewnym mieście
Syn sędziego w pewnym mieście w Polsce po pijaku sciął latarnię uliczną. Sprawa została warunkowo umorzona -> fragment tekstu z GW:
Krzysztof T. od momentu zatrzymania do wczoraj był zawieszony w swojej pracy w sądzie. Zawieszenie polegało to na tym, iż nie wykonywał żadnych obowiązków zawodowych, choć dostawał pensję. Przez pierwsze trzy miesiące było to 100 proc. wynagrodzenia, po tym okresie 50 proc. uposażenia (pensja asystenta sędziego regulowana jest rozporządzeniem ministra sprawiedliwości i wynosi 2900-3230).
Dziś asystent sędziego będzie mógł wrócić do pracy jak gdyby nigdy nic (pod warunkiem, że z sądu w Olsztynie zostaną przesłane stosowne dokumenty). Co więcej, gdyby tylko chciał, Krzysztof T. może zostać nawet sędzią. Wystarczy, że nazbiera odpowiednio dużo stażu na dotychczasowym stanowisku i zaliczy niezbędne egzaminy. Wszak opinię nadal ma nieposzlakowaną.
Tak wyglądają lepsi ludzie w togach?
byli tez sędziowie
byli tez sędziowie ..współpracujący z gangami...nie mówiąc iz znam takich co w domu odreagowuja na rodzinie stres z pracy..i co? zona poda męża sędziego do sadu?...
Dodaj nową odpowiedź