view counter

Pomógł Justynie zdobyć olimpijskie złoto

Z PAWŁEM BRANDTEM ZE STRZELEC OPOLSKICH, FIZJOTERAPEUTĄ JUSTYNY KOWALCZYK, ROZMAWIA ALEKSANDRA KOSTECKA

Każdy rozpoczynając studia czy pracę ma związane z nimi plany i aspiracje zawodowe. Kiedy zaczynałeś 7 lat temu studia, wiedziałeś, że tak się stanie, że twoja kariera splecie się ze sportem i to tego największego - olimpijskiego - formatu?

Wyjazd na Igrzyska to było jedno wielkie spełnienie marzeń. Można powiedzieć, że przypadek zadecydował o tym, że to właśnie ja znalazłem się na Igrzyskach Olimpijskich. Zawdzięczam to przede wszystkim Aleksandrowi Bieleckiemu, znanemu strzeleckiemu fizjoterapeucie, który wprowadził mnie w zawiłości wiedzy medycznej związanej z fizjoterapią. Zaraz po studiach zaproponował mi współpracę, pojechałem na pierwsze zgrupowanie kadry polskiej. Pomógł mi także lekarz ortopeda z Kędzierzyna–Koźla - Radosław Składowski.

Nikt z waszego teamu nie przyjechał tylko popatrzeć na sportowe zmagania. Każdy z was miał swoje zadania. Na czym polegała Twoja praca?
Wstawaliśmy wcześnie rano. Justyna Kowalczyk wstawała już koło 5 czy 6 i szła trenować, my jedliśmy śniadanie, a następnie wyjeżdżaliśmy na trening. Ktoś mógłby spytać, po co ja tam skoro Justyna trenuje sama. Ale obowiązkiem ekipy współpracującej z Justyną jest dbanie o jej zdrowie. Jeśli podczas treningu coś by się stało, ktoś musi być na miejscu i natychmiast zareagować. Zajmowałem się także innymi zawodnikami, pozostałymi narciarzami biegowymi, saneczkarzami czy bobsleistami. Raz trzeba było zrobić na przykład masaż regeneracyjny po ciężkim treningu, innym razem - rozluźniający przed startem. Można powiedzieć iż była to pomoc doraźna, a nie wypracowany program, który stosuję z Justyną na treningach przygotowawczych, nie olimpijskich.

Wioska Olimpijska powstała specjalnie dla sportowców i ich zespołów, To przedsięwzięcie na dużą skalę i nie lada wyzwanie. Z pewnością i ona pozostawiła silne wrażenie.
Udało mi się być tym, który poznał wszystko od kuchni, który przeżywał emocje wspólnie z zawodnikami. Zdziwiła mnie organizacja wioski olimpijskiej. Nie przypuszczałem, że to wszystko będzie zorganizowane z taką precyzją. Przyjąć kilkanaście tysięcy osób, zawodników, trenerów, wolontariuszy, to jest naprawdę olbrzymie przedsięwzięcie organizacyjne. Poczynając od transportu - jeździliśmy tak zwanymi szatlami - autobusami, które kursowały po całej wiosce i zawoziły zawodnika na daną trasę np. biegową, po ceremonie medalowe, wszystko było genialnie zorganizowane. Mieszkaliśmy w domkach, właściwie w takich szeregowcach, w dwuosobowych z reguły pokojach. Oczywiście my jako kadra spaliśmy w innych domkach niż zawodnicy, takie są przepisy.

Wielu sportowców, nawet w dyscyplinach indywidualnych podkreśla, że ich sukces to efekt pracy zespołowej. Czy ta bliska relacja wpływa mocniej na przeżywanie występów? Czy, gdy biegnie Justyna i wy „biegniecie” razem z nią?
Najbardziej z Justyną i całą ekipą przeżywaliśmy pierwszy bieg. Na początku podchodziliśmy do tego jak na każdy innym biegu w Pucharze Świata, ale jednak w Igrzyskach Olimpijskich emocje są bardziej skrajne. Pamiętam, że podczas jednego biegu staliśmy z kolegą trochę ponad stadionem, był to sprint, a więc wszystko mogło się zdarzyć. Zawodnik może się przewrócić, potknąć, a wtedy już raczej nie ma szans, żeby zakwalifikować się do półfinału albo finału. Justyna wtedy zdobyła srebro, więc emocje trochę opadły, ale muszę przyznać, że jak nigdy się nie denerwuję, tak wtedy po prostu czułem stres całym ciałem. Bieg Justyny po złoto wyzwolił w nas szaleńczą radość. Łzy szczęścia pociekły mi po twarzy, gdy przekroczyła pierwszą linię mety. Zdobyliśmy komplet, srebro, brąz i złoto, tak miało być. Każdy chciał te 3 kółeczka obowiązkowo powiesić na szyi, każdy medal jest bezcenny i jak się go dotknie to aż po plecach przechodzą ciarki. Byłem na Mistrzostwach Europy, byłem na Mistrzostwach Świata, ale Igrzyska Olimpijskie to jest magia.

Każdy zawodnik posiada nie tylko zdolności fizyczne, ma też swoją charyzmę, osobowość. Jaka jest Justyna Kowalczyk?
Uważam, że nie mogę jej oceniać, powiem tyle: dobrze, że jest jaka jest. Sport wymaga silnych charakterów, skoro jest taka i wygrywa - niech taka pozostanie.

Po krótkim pobycie w Polsce, Justyna z zespołem, m.in. z Pawłem Brandtem, dalej trenuje – aktualnie w Finlandii.

Sposób wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zachowaj ustawienia", by wprowadzić zmiany.
Portret użytkownika exstrzelczanka

Pawełku, jesteśmy z Ciebie

Pawełku, jesteśmy z Ciebie dumni ;)

Sposób wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zachowaj ustawienia", by wprowadzić zmiany.

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Images can be added to this post.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • You may use <swf file="song.mp3"> to display Flash files inline

Więcej informacji na temat formatowania

Wysłanie formularza jest równoznaczne z akceptacją polityki prywatności usługi Mollom.