view counter

Pogadajmy tańcząco

Pewna Amerykanka wpadła na pomysł stworzenia międzynarodowego języka opartego na ruchach tanecznych. Jeśli informacja ta nie jest kaczką dziennikarską w sezonie ogórkowym, można by zaproponować kobiecie, żeby zaczęła eksperyment u nas.

Jesteśmy bowiem społeczeństwem, które z coraz większym trudem porozumiewa się na jakikolwiek temat przy pomocy słów. W szkołach nadal uczą dzieci czytania ze zrozumieniem, ale przeciętny Polak ma poważne problemy z odczytaniem, co się do niego mówi. Ta niespotykana gdzie indziej choroba dotyka w sposób szczególny urzędników oraz polityków. Może by więc sytuacja uległa poprawie, gdybyśmy zaczęli tańczyć.

Wchodzimy na przykład do ważnego biura, w którym siedzi jeszcze ważniejsza urzędniczka i zaczynamy wywijać przed nią hołubce. Czyż takie zachowanie nie powinno obudzić w kobiecie zwykłych, ludzkich odruchów? Czyż nie powinna przemówić do nas prostą i jasną mową, zamiast sypać rozporządzeniami na zasadzie chwytania prawą ręką za lewe ucho, czyli takiego zagmatwania najprostszych spraw, żeby nic już nie można było zrozumieć. Może odpowiedziałaby nam tangiem, do którego w myśl znanego przeboju - trzeba dwojga, co zakłada nie tylko wzajemne zrozumienie, ale nawet porozumienie. No to mamy sprawę załatwioną - usłyszelibyśmy na pożegnanie, zamiast sakramentalnego: niech pan przyjdzie za tydzień!

Określenie przyczyn językowej choroby urzędników jest stosunkowo proste. Od pierwszego dnia stażu są oni wdrażani do nowomowy i w tym względzie nic się nie zmieniło od czasów PRL-u, a wręcz przeciwnie. Każdego roku uniwersytety kończą tysiące prawników, którzy są dla biurokracji naturalnym zapleczem. Aby mieć pracę, muszą tak gmatwać język, żeby niewtajemniczeni gubili się już od pierwszego słowa, bez względu na to, czy obcują z ustawą czy ze zwykłym podaniem o węgiel. Gdyby eksperyment Amerykanki zakończył się sukcesem, może i komunikatywność prawnicza byłaby większa. Nie da się przecież odtańczyć berka czy polkę przy pomocy paragrafów.

Najgorzej rokują politycy. W tej grupie obowiązuje bowiem zasada absolutnego przytępienia słuchu na argumenty strony przeciwnej, która osiąga już stadium absurdu. Gdy w TV zaczyna np. coś mówić poseł Platformy Obywatelskiej, to poseł Prawa i Sprawiedliwości od razu się z nim nie zgadza, mimo że jeszcze nie wiadomo, o czym będzie mowa. W kontaktach ze społeczeństwem język polityków ma charakter kadencyjny. Przed wyborami staje się przejrzysty i pełen obietnic, natomiast w fazie rozliczeń przechodzi w stan słownej gmatwaniny, aby nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego obietnice nie zostały zrealizowane.

Nie można wykluczyć, że to właśnie nasi politycy zainspirowali Amerykankę do eksperymentu. Jak pamiętamy, w czasie kampanii wyborczych ochoczo obtańcowują oni panie, niezależnie od swojej przynależności partyjnej, żeby pokazać jak blisko władza jest ludu. Dobrze byłoby, aby ten język porozumienia nie kończył się w dniu wyborów.

Karol Cebula

Sposób wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zachowaj ustawienia", by wprowadzić zmiany.
Portret użytkownika czytelnik

Ja bym panie redaktorze dodał

Ja bym panie redaktorze dodał jeszcze do pana tekstu inne przykłady. Np. moim zdaniem i nie tylko:

Gdy na sesji rady miejskiej UM w Strzelcach Opolskich zaczyna coś mówić burmistrz Goc, to np. radny Pawłowski wraz ze swoim mocodawcą Cebulą od razu się z nim nie zgadzają, mimo że jeszcze nie wiadomo, o czym będzie mowił. Nieprawdaż jakie to prawdziwe?

Portret użytkownika Kulturalny ale nie dzisiaj

Hej ty "czytelnik" stajesz

Hej ty "czytelnik"
stajesz sie nudny z tym anty-Cebula nastawieniem.
Zmień płytę, albo nie zaglądaj tu.
I tak cię juz tu wszyscy wysmiewają.
Idz buraku w buraki.

Portret użytkownika czytelnik

anty-Cebula nastawienie?

anty-Cebula nastawienie? Pierwszy raz tu piszę. Przy okazji.
Po pierwsze nie jesteśmy na Ty. Widać, że kultura panu obca. Po drugie to właśnie wszyscy wyśmiewają ludzi używający słów burak. Po trzecie, możesz pan rozkazywać swojej rodzinie co kto może napisać. Na mnie pańskie rozkazy nie robią wrażenia.

Portret użytkownika Kulturalny ale nie dzisiaj

Jeżeli faktycznie to nie Ty

Jeżeli faktycznie to nie Ty każdego tygodnia wpisujesz tu bzdury, ubliżając Panu Cebuli, to przepraszam bardzo. Szkoda tylko, że używasz tego samego pseudonimu, jak ten, co tu wiecznie wylewa swoje pomyje na redaktora.
Jeszcze raz sorry, jesli to nie Ty.
Ale co się czepiasz człowieka/ludzi, którzy jako jedni z nielicznych szczerze dbają o interes Strzelczan w przeciwieństwie do wszelakiej koterii urzędniczej.

Portret użytkownika Kulturalny ale nie dzisiaj

Przepraszam jestem niezbyt

Przepraszam jestem niezbyt kulturalny ale to nie moja wina. Wychowałem się w rodzinie z tradycjami KC PZPR więc takie zachowanie wpoili mi tata i mama. Przepraszam wszystkich za zachowanie. To spuścizna PRL-u.

Portret użytkownika Kulturalny ale nie dzisiaj

Kulturalny ale nie dzisiaj to

Kulturalny ale nie dzisiaj to ja.
Dlaczego pantoflu zdeptany podszywasz się pod mój nick?
I zaraz ci to udowodnię, że nie pisałem tego.
Ja czegos takiego nie wpisuję.
Poza tym, wychowywano mnie bez mamy i bez taty.
A PRL-em to ty sobie gęby nie wycieraj, bo teraz w Polsce narobiliscie o wiele gorszą zdechliznę niż nawet za Stalina była.

Portret użytkownika Bul

Nie pisz tak, bo dżętelmen

Nie pisz tak, bo dżętelmen sikorski wszystko archiwizuje i wysyła do prokuratury!

Portret użytkownika Kulturalny ale nie dzisiaj

Właśnie nie bo to ja!

Właśnie nie bo to ja! Narobiliśmy wam długów za PRL-u , a wy teraz się martwcie! Wychowała mnie matuszka Rosija i tato burak.I zaraz ci udowodnię, że nie pisałem tego. Ja czegoś takiego nie wypisuję! A jaka zdechlizna była za Stalina to wiem dobrze bo sam ją robiłem! Kaloszu jeden

Portret użytkownika zwykła Kobieta

Panie

Panie Redaktorze,
kontemplując tresć pańskiego felietonu, nie sposób nie wspomnieć, że po pierwsze : od dawien dawna bywały róznice miedzy językiem urzędowym, a normalnym, ludzkim. A najgorsze jest to, że ten język urzędowy czy prawniczy "wynalezli" (wymyslili)LUDZIE.
Po drugie - znając realia nie-polskie - stwierdzam ten sam problem w społeczeństwach za wschodnią i zachodnią granicą Polski.
Człowiek ( powiedzmy"normalny") nie ma możliwosci porozumieć się "normalnie" z urzędnikim bez pomocy , co najmniej tłumacza leksykonowego czy to słownika jakiego.
Konkluzja: warto może takie słowniki polsko - polskie(urzędnicze)na wzór języka tanecznego (owej Amerykanki)zacząć wydawać (może najpierw opracowywać?)
KTO CHĘTNY?
Miło pozdrawiam.

Portret użytkownika czytelnik

Z tym zgadzaniem się to jest

Z tym zgadzaniem się to jest akurat odwrotnie,ale każdy ma prawo mieć własne odczucia.To też zależy od tego jaką telewizję się ogląda i jaką prasę się czyta.Ważne aby nie dzielić,nie prowokować , nie siać nienawiści i nie odwracać kota ogonem ,poprostu być człowiekiem.A wybory się zbliżają!

Sposób wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zachowaj ustawienia", by wprowadzić zmiany.

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Images can be added to this post.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • You may use <swf file="song.mp3"> to display Flash files inline

Więcej informacji na temat formatowania

Wysłanie formularza jest równoznaczne z akceptacją polityki prywatności usługi Mollom.