view counter

Najcięższe były pierwsze godziny

Od pierwszych godzin po przejściu wichury pomoc spływała z różnych kierunków i różnych instytucji. Na miejsce wezwane zostały wszystkie jednostki straży pożarnej – zawodowcy i ochotnicy walczyli ramię w ramię.
Bardzo szybko w Ujeździe i Strzelcach zebrały się sztaby kryzysowe, które próbowały ogarnąć to, co się dzieje. W Błotnicy Strzeleckiej, w szkole podstawowej zorganizowano punkt informacyjny. Tam dowożono przede wszystkim folie – to było najbardziej potrzebne w pierwszych godzinach po przejściu tornada. Każdy chciał zabezpieczyć to, co zostało z domów, żeby nie zamokło, nie zniszczało jeszcze bardziej. Folie, mniejsze, większe, cieńkie, grube – jakie tylko się znalazły, przywożono ciężarówkami, prywatnymi samochodami. Na wysokości zadania stanęli właściciele sklepów z artykułami budowlanymi i malarskimi – przywozili co mogli. Nawet jedna z agencji reklamowych, produkująca banery, przywiozła kilkanaście rolek z banerami. – To grube folie, na pewno mogą się przydać – mówił kierowca, który razem ze strażakami rozładowywał samochód.
Do pomocy rzucili się również sąsiedzi. – Mój dom nie ucierpiał, ale sąsiadowi, kawałek dalej, zerwało dach – mówiła pani Maria z Błotnicy. – Przyszliśmy tu wszyscy – mąż, dwaj synowie i ja. Może szybciej uda nam się jakoś zasłonić te resztki od wiatru i deszczu.
- Mamy przygotowane miejsca noclegowe dla wszystkich poszkodowanych – zapewniał burmistrz Goc. W okolicznych szkołach, w domu „Barki”, w DPS-ie w Strzelcach. Ale mało kto chciał z tego skorzystać. Kobiety i dzieci w większości na noc pojechały do rodzin, znajomych czy sąsiadów. Mężczyźni zostali na miejscu. – Nie ma czasu na spanie – mówi Zygfryd Lysz z Balcarzowic. – Samochód mi przygniotło, a w nim jest zbiornik pełen gazu. Nie wiem, czy to się nie będzie ulatniać. Trzeba go odgruzować i sprawdzić, żeby do jeszcze większego nieszczęścia nie doszło.
Sobota, 6 rano. Pod szkołę w Sieroniowicach przyszli mieszkańcy wsi, głównie kobiety. W rękach miały termosy z kawą i herbatą, w siatkach gotowe kanapki albo całe chleby, masło, ser, kiełbasę. – Strażacy i nasi mężowie całą noc tu pracowali. Muszą coś zjeść i się napić, bo sił im nie starczy.
Zygfryd Misz, strażak, w akcji w Sieroniowicach brał udział od samego początku. Pokazywał, jak we właściwe miejsce ma dojechać człowiek, który przywiózł kolejną dostawę folii. Chwilę potem pomagał przesunąć pień drzewa. Podszedł do niego ks. Józef Krawiec. Do ręki wcisnął mu paczkę z kanapkami i kubek z herbatą. – Trzeba pomóc, a nawet robienie kanapek i przygotowanie gorących napojów, choć to mała rzecz, jest tu potrzebne.
- Tam nie można wjechać, zaraz wyjadą fadromy, nie będzie przejazdu – mówi mi żołnierz, stojący na skrzyżowaniu w Sieroniowicach.
W rejonie dotkniętym kataklizmem od piątku wieczora pracowało ponad 300 strażaków z całego województwa. Na nogach byli też wszyscy strzeleccy policjanci a także funkcjonariusze z Opola, Kędzierzyna, Prudnika. Była żandarmeria wojskowa, straż graniczna, wojsko. Około południa z autostrady w stronę Sieronowic zjechało kilkanaście wozów strażackich. To jednostki z województwa dolnośląskiego – na wieść o tornadzie zmobilizowały się i przyjechały pomagać.
– Strażacy przede wszystkim pomagają w rozbiórce budynków, cięciu drzew, odgruzowywaniu, starają się umożliwić przejazd – powiedział Jerzy Paluch, zastępca komendanta wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej.
pos

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Images can be added to this post.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • You may use <swf file="song.mp3"> to display Flash files inline

Więcej informacji na temat formatowania

Wysłanie formularza jest równoznaczne z akceptacją polityki prywatności usługi Mollom.