
Minister każe: dyrektorzy do sądów!
su, 23 sierpień, 2011 - 10:44
Mieliście kiedyś sprawę w sądzie? To wiecie, że w polskich sądach gorzej już być nie może. Najprostsze rozstrzygnięcia toczą się miesiącami, a "grubsze" procesy przeciągają się na lata. Nie chodzi nawet o sprawy karne, ale o najzwyklejsze cywilne czy gospodarcze.
Sprawni adwokaci, chcąc przyśpieszyć decyzje sędziów, dołączają do pozwów kompletne wykazy przepisów, żeby Wysoki Sąd nie musiał ślęczeć nad ich wyszukiwaniem. Mimo to ślamazarność sądownictwa ciągle nie zna granic. Ostatnio wypuszczono z więzienia wielokrotnego zabójcę tzw. "śląskiego łomiarza", bo jego proces trwał za długo!
Kolejne ekipy rządowe obiecują, że zaprowadzą wreszcie w tej dziedzinie porządek i na obietnicach się kończy. A jeśli ktoś próbuje już coś zrobić, to wychodzi wielka klapa, jak w przypadku słynnych sądów 24-godzinnych, które wprowadził niezapomniany minister Zbigniew Ziobro. Zajmując się tzw. drobnicą miały one odciążyć Temidę i tym samym skrócić kolejki osób oczekujących na wyroki. Ileż było na ten temat hałasu w mediach! Dziś trudno nawet ustalić, czy takie przyspieszone procedury jeszcze funkcjonują.
Nie dziwota, że obywatele, którzy muszą zetknąć się z sądami, klną jak przysłowiowi szewcy, przywołując do pamięci słynną scenę z "Samych swoich", w której Pawlak, jadąc na rozprawę, bierze do kieszeni granaty. Jeśli jakiś sędzia przeczyta ten felieton, z góry uprzedzam, że nie nawołuję do przemocy wobec jakiegokolwiek Wysokiego Sądu. Chcę tylko symbolicznie pokazać, że mimo upływu półwiecza ocena aparatu sprawiedliwości przez obywateli nie uległa właściwie zmianie. Z tą różnicą, że za czasów Pawlaka wyroki wydawano przeważnie od ręki, natomiast obecnie każdy dzień w polskich sądach to niczym biblijny sądny dzień!
Zamiast likwidować absurdalne casusy "łomiarzy", minister sprawiedliwości zapowiedział w radiu, że będzie przeprowadzał nową rewolucję. Każdy sąd dostanie z przydziału dyrektora administracyjnego. Oczywiście po to, żeby sędziom łatwiej się pracowało. Taki dyrektor będzie pilnował, aby w toaletach nie zabrakło papieru toaletowego, a w drukarkach papieru, na którym Wysoki Sąd po długotrwałych przemyśleniach wydrukuje swoje wyroki. Dyrektor zatroszczy się o to, żeby działał expres do kawy i żeby w łazienkach nie przeciekały krany. Nie będzie rzecz jasna robił tego osobiście, bo takie czynności urągałyby powadze dyrektorskiego urzędu. Minister przydzieli mu zapewne zastępcę, a dyrektor zadba już osobiście o dobór podrzędnego personelu. Samochód służbowy też dostanie, żeby jeździć do Warszawy na narady z ministrem. A także telefon komórkowy, aby ze swojego nie zamawiać papieru i nie ponaglać w sprawie naprawy expresu.
Ostatnie dostępne dane o kosztach polskiego sądownictwa dotyczą roku 2008. Budżet państwa wydał wtedy na Temidę 5,1 mld zł, z tego połowę pochłonęły pensje 50 tys. pracowników. Wspomniane koszty były wyższe o 750 mln zł od poniesionych rok wcześniej, kiedy Platforma Obywatelska wygrała wybory, zapowiadając m.in. tańsze państwo. Inicjatywa pana ministra dotyczy wieleset polskich sądów. Łatwo nam przewidzieć, jak bardzo będzie "drogocenna".
Nigdzie natomiast nie ma danych, które by pokazały jak poprawiła się obsługa obywateli przez sądy. Przyczyna tego braku jest oczywista. Nie ma po prostu co pokazywać.
Karol Cebula
- 467 odsłon









Dodaj nową odpowiedź