
Kto jest temu winien – zapłacić powinien
Po tym, jak po spuszczaniu wody ze stawów w Utracie zostało zalanych kilkadziesiąt hektarów łąk – na zarośniętą i niedrożną rzekę Sucha wjechały koparki... O kilka tygodni za późno
O problemie pisaliśmy kilka tygodni temu. Łąki poniżej Utraty, aż do Grabowa zostały prawie kompletnie zalane lub podtopione. Sytuacja ta trwała aż do 7 listopada, czyli zakończenia obniżania lustra wody na stawach rybnych w Utracie, należących do gospodarstwa rybackiego z Krogulnej. Kto był winien tej sytuacji? Właściciel stawów czy Wojewódzki Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Krapkowicach, który powinien dbać o utrzymanie rzek i cieków wodnych między innymi na terenie gminy Izbicko.
Kwestie tę starano się rozstrzygnąć na spotkaniu zorganizowanym w miniony czwartek w Urzędzie Gminy w Izbicku. Przybyli na nie przedstawiciele gospodarstwa z Krogulnej, kierownik WZMiUW, przedstawiciele opolskiej delegatury Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej, starostwa oraz poszkodowani rolnicy.
Tych ostatnich najbardziej interesowały dwie kwestie: kto wyrówna im straty i kto im da gwarancję, że sytuacja ta nie powtórzy się w przyszłym roku. Satysfakcjonujących odpowiedzi niestety nie uzyskali.
Kierownik krapkowickiego WZMiUW Henryk Ligęza tłumaczył, że coroczna konserwacja rzeki Suchej (przez jej niedrożność nadmiar wody spływający ze stawów wylał się na łąki) jest niemożliwa ze względu na brak odpowiednich środków, którymi dysponuje przedsiębiorstwo.
- Jesteśmy finansowani ze skarbu państwa, wykonujemy tyle, na ile nas stać. Tak naprawdę to Suchą możemy czyścić co osiem lat... a rzeczka tak zarasta trzciną i sitowiem, że należałoby to robić dwa razy w roku. Chcieliśmy zaradzić temu i w tym roku planowaliśmy oprysk „Randapem”. Jednak rolnicy nie wyrazili na to zgody.
- Nie wyraziliśmy, bo przyjechaliście z opryskiwaczami akurat w czasie, gdy kosiliśmy łąki, na dodatek nieźle wtedy wiało. Cała ta trucizna poleciałaby na trawy. Kto by odpowiadał, gdyby nam bydło padło?! – ripostowali rolnicy. – Trzeba było przyjechać dwa tygodnie później, to jeszcze byśmy wam podziękowali.
Czy w całej sprawie zawinił tylko WZMiUW?
- Problem leży nie w zarośniętej rzece, ale w zrzucaniu wody ze stawów – sugerował Ligęza.
Temu oczywiście zaprzeczali przedstawiciele gospodarstwa rybackiego.
- Przez taką rzekę nie da się zrzucić żadnej ilości wody. My spuszczamy tyle wody, ile zapisane jest w naszym pozwoleniu wodno-prawnym. Nie możemy przyśpieszyć osuszania, bo byśmy ryby podusili. W tym roku poziom wody był niższy niż zwykle, spuszczaliśmy ją nie z pięciu – jak zwykle – a z trzech stawów, a i tak był problem. Na pewno nie jest to nasza wina – twierdził dyrektor gospodarstwa Wojciech Preuhs.
Łąki zniszczone a wina widać niczyja. Gdy rolnicy podczas spotkania pytali: Kto nam wyrówna straty? – na sali zapadała głucha cisza.
- Nikt nawet nie powiedział nam: „przepraszamy” – mówili zrezygnowani.
- Podpiszcie dzisiaj, że w przyszłym roku zgadzacie się na opryski i na pewno sytuacja się polepszy. Randap to dobry środek, nieszkodliwy dla zwierząt, ludzi i owadów, skutecznie zniszczy sitowie – przekonywała przedstawicielka RZGW Joanna Kwiecień-Krawczyk.
To jedyne konkretne ustalenie, które zapadło na spotkaniu.
Beata Kowalczyk
- 757 odsłon









Dodaj nową odpowiedź