
cisza nocna = nocne rozmowy w toku....
Czy 22.00 i cisza nocna, lub raczej "Cisza Nocna", to jedno i to samo czy jedno o drugim nic nie wie?
W nocy z 2.08 na 3.08 na Osiedlu Piastów Śląskich miała miejsce awantura która zakończyła sie bijatyka. Wszystko zaczęło sie około godziny 22.00 kiedy to pijany młody człowiek testował moc swojego samochodu oraz sprzętu audio. Tutaj wybryk nie pozostał bez oddźwięku wśród lokatorów przyległych bloków. Upomnieli go, dość "dosadnie" ten ustąpił, lecz nie na długo jak sie później okazało. spotkał swoich kolegów i zaczął lać sie alkohol i głośne rozmowy jak na "forum". Miejsce mieli dogodne do nocnych rozmów, tzw. amfiteatr (wtajemniczeni wiedza o jakie miejsce na osiedlu chodzi). Takie rozmowy nocne to norma wiec nikt się tym już nawet nie przejmuje. Wszystko mogło się skończyć tak jak zwykle być może któryś sąsiad już by nie wytrzymał i pogonił „nocnych Markow” do domów. Lecz tak się nie stało. Około północy pojawiła się następna grupka nocnych rozmówców po alkoholu w składzie dorosła kobieta i około pięcioro małolatów. Wszyscy byli pod wpływem alkoholu, prawdopodobnie tez w trakcie jego spożywania. Kobieta zaczęła „pyskówkę” do pierwszej grupy a właściwie do jednego z nich. Trwało to około Pol godziny z tendencja wzrostowa z głośnego mówienia (obelg) do wrzasków i wyzwisk. Które wywołały publiczność z przyległych bloków. W pewnej chwili jeden z małolatów wtrącił się do walki słownej i tu popełnił błąd, bo obrzucany obelgami jegomość nie wytrzymał i uderzył młodzika. Gdyby ten się nie wtrącał prawdopodobnie skończyło by się na pyskówkach i być może upomnieniami od sąsiadów. Jednak w czasie gdy jegomość „pouczał go ze nie powinien był się wtrącać” i tak wywiązała się bojka która skończyła się interwencja policji oraz przyjazdem karetki pogotowia. Brawa dla policji która zwinęła wszystkich ciekawe czy zostali ukarani , pobity małolat zapłaci za przyjazd pogotowia gdyż był pijany…
Wnioski wyciągnijcie sami…
- 3315 odsłon









To incydent. Na co dzień
To incydent. Na co dzień macie spokój.My mieszkańcy centrum od lat walczymy z nagłośnieniem w barze "Piramida",walczymy iście jak Don Kichot z wiatrakami.Ilekroć idę do ratusza,zawsze słyszę że pierwszy raz słyszą.W ostatnich dniach wyszło na jaw,że sporo ludzi uskarża się,każdy na swój sposób,ale w ratuszu zmowa milczenia.Czy ktoś może mi wytłumaczyć,jak można żyć,gdy w piątek,sobotę i niedzielę od 17-tej do 22-giej tak ryczą do kotleta,jak na festynie.Zdaję sobie sprawę z uciążliwości mieszkania w mieście i z tego że ludzie gdzieś muszą się bawić,ale jeżeli ja nie słyszę telewizora w mieszkaniu to chyba jest nie w porządku.Gdy dzwonię na 997 (prośby u właściciela lokalu nic nie dają),to wydaje mi się że to film mistrza Barei.Rozmowa wygląda tak:
Dyżurny KRP-słucham
Ja;Dzień dobry,dzwonię w sprawie nagłośnienia w barze Piramida.
Dyżurny;proszę ściszyć muzykę,bo nic pana nie rozumiem.
Ja;no właśnie w tej sprawie dzwonię,proszę o interwencję w barze Piramida.
Dyżurny;jeżeli nie ściszy pan muzyki,to nic nie będzie z naszej rozmowy.
Rzuciłem słuchawkę i poszedłem z buta.Mówię dyżurnemu o co chodzi a on na to że jeszcze nie ma ciszy nocnej.Krew mnie zalewa,chyba wyjadę na Białoruś,tam można iść na skargę do komitetu.Aż chce mi się krzyknąć komuno wróć!!!!!!!.Za błędy stylistyczne przepraszam,jestem zwykły robol ,który dorwał się do internetu.
Dodaj nową odpowiedź