view counter

Bombowce nad Gross Strehlitz

13 września mija 65 rocznica zestrzelenia i runięcia na Strzelce Opolskie 3 bombowców amerykańskich

Śląsk nie zaznał wojny aż do lipca roku 1944. Odkąd wyruszyły stąd na Polskę skoncentrowane armie niemieckie, o tym, że na świecie trwa wojna, przypominała wszechobecna propaganda i rodzinne tragedie, gdy ktoś bliski ginął lub został ranny na odległym froncie. Położenie Śląska powodowało, że były to tereny praktycznie nieosiągalne dla lotnictwa alianckiego. Prawdopodobnie właśnie ten fakt, i bliskość węglowego zagłębia spowodował, że w 1939 roku w lesie obok wsi Blachownia rozpoczęto budowę wyjątkowego zakładu przemysłowego.

Paliwo było piętą achillesową niemieckiej gospodarki. Troska o zaopatrzenie ogromnej liczby pojazdów spowodowała, że administracja niemiecka zdecydowała się na przykład wyposażyć czołgi w silniki benzynowe, a nie diesla, mimo że te drugie były niezawodne i znacznie bezpieczniejsze. Nawet bezpośrednie trafienie silnika diesla nie powodowało eksplozji, czego nie można powiedzieć o silnikach spalinowych. Decyzję podjęto z prostej przyczyny – ropy naftowej nie dało się zastąpić niczym. Benzynę można było syntetyzować z węgla – i tym właśnie zajmowała się fabryka benzyny syntetycznej w sąsiedztwie Gross Strehlitz. Były to wówczas najnowocześniejsze tego typu zakłady na świecie. Z węgla z kopalni Anna z okręgu rybnickiego wytwarzano tutaj około 450 tysięcy ton paliw silnikowych rocznie.

Spokój strzelczan zakończył się w drugiej połowie 1944 roku, kiedy armia amerykańska zaczęła wykorzystywać lotniska we Włoszech do bombardowania dotąd nieosiągalnych celów na terenie III Rzeszy. Alianci wyróżniali dwa zakłady przemysłowe – Blechhammer North (obecnie Blachownia Śląska) i Blechhammer South (obecnie zakłady Azotowe Kędzierzyn). Łącznie nad te cele zorganizowano 18 nalotów, między 7 lipca i 26 grudnia 1944 roku. Na zakład Blechhammer North zrzucono 3698 ton bomb, a na Blechhammer South 2129 ton bomb. W obu przypadkach brak danych o ilości zrzuconych bomb z jednego z nalotów. Łącznie Amerykanie stracili podczas nalotów na Śląsk około 220 maszyn. Zginęło kilkudziesięciu lotników.

CZARNY WRZESIEŃ 1944

Podczas powrotu z jednego z nalotów na Kędzierzyn, 13 września trzy amerykańskie maszyny typu Boeing B-17 Flying Fortress spadły zestrzelone na Gross Strehlitz.

Pierwszy samolot spadł o godzinie 1130 na łące za zabudowaniami Adamowic. Musiał rozpaść się w powietrzu, bo skrzydło uderzyło w karczmę Gammona, a kadłub zleciał na łąki między zabudowaniami sołectwa a murem szpitalnym. Na plac szkolny spadł martwy jeden z amerykańskich lotników.

Druga maszyna rozbiła się o ziemię o godzinie 1140 (choć podawana jest też godzina 1127). Samolot pikował z płonącym wewnętrznym silnikiem. Widziano trzech lotników wyskakujących z maszyny, po czym nastąpiła eksplozja, po której pojawiły się kolejne 3 spadochrony. Deszcz metalowych szczątków opadł na obszarze kilkuset metrów na wschód od Suchych Łanów. Najwięcej części znalazło się przy parku, reszta porozrzucana była po okolicznych polach. Była to latająca forteca dowodzona przez porucznika Daniela C. Watsona, który wyskoczył, lecz prawdopodobnie nie otworzył mu się spadochron. W samolocie zginęli bombardier podporucznik Robert E. Stapletone i strzelec dolnej wieżyczki, plutonowy Royal E. Smith, który nie mógł wydostać się ze swojego stanowiska bojowego. Sześciu pozostałych członków załogi uratowało się na spadochronach. Niewiele brakowało, aby cudem uratowani lotnicy zginęli z rąk okolicznych mieszkańców. Zjawił się jednak oddział niemieckich żołnierzy, który wziął lotników do niewoli, ratując ich tym samym przed linczem. Wśród wypalonych części znaleziono później ludzkie szczątki – część ręki z zegarkiem i pierścieniem oraz nogę.

Równocześnie z pierwszym zestrzelonym samolotem w okolicach Strzelec runął też trzeci amerykański B-17. Stało się to o godzinie 1130. Nie ma jednak dokładnych danych, gdzie do tego doszło. Być może na Suchych Łanach rozbiły się dwie, a nie jedna maszyna.

Oprócz tych maszyn, które niemal jednocześnie runęły na miasto, w okolicach Strzelec zestrzelono znacznie więcej bombowców. Koło Olszowej rozbił się 22 sierpnia 1944r. B-24 Liberator. Cała załoga się uratowała. Nie ma bliższych danych odnośnie maszyny, która spadła w tym samym okresie w Kadłubcu. W Lichyni spadły dwa Liberatory. Samolot rozbił się także koło Oleszki. Nie ma to jednak porównania z jatką, jaka miała miejsce w okolicach bombardowanego Koźla. Zestrzelono tam kilkadziesiąt maszyn amerykańskich.

Naloty nie uzyskały spodziewanego efektu. Niemcy doskonale potrafili zamaskować zakłady przemysłowe i błyskawicznie naprawiać zniszczenia. Fabryki syntetycznej benzyny pracowały pełną parą niemal do momentu wkroczenia Armii Czerwonej. Wyposażenie fabryk zostało potem rozebrane i co do ostatniej śrubki wywiezione na Wschód.

Jednym z celów, które dowództwo amerykańskie wyznaczyło do bombardowania, był węzeł kolejowy w Gross Strehlitz. Naloty te odbywały się pod sam koniec serii bombardowań – w grudniu roku 1944. Pierwszy przeprowadziła 449 grupa bombowa, lecąca 12 grudnia na Kędzierzyn. Odłączyły się od niej dwie maszyny, które o godzinie 1036 z wysokości 23 tys. stóp spuściły 4 tony bomb. Drugi nalot miał miejsce 17 grudnia. Oba zakończyły się dla aliantów bez strat. Zniszczenia torów szybko odbudowano.

SZCZĄTKI
Trzeciego października 1947 roku w Strzelcach Opolskich zjawiło się dwóch przedstawicieli amerykańskiej misji wojskowej. Po przedstawieniu pisma z Nadzwyczajnego Komitetu Walki z Epidemiami udali się na strzelecki cmentarz, gdzie dokonała się ekshumacja oficera i dwóch lotników. W ekshumacji uczestniczył grabarz Wieczorek. Ciała zostały na miejscu zdezynfekowane i włożone do przygotowanych trumien. Okryto je potem amerykańskimi flagami i wywieziono w kierunku Katowic. Wszystkie trzy ciała należały do wymienionych już lotników z pierwszego zestrzelonego B-17. Zostali pochowani na cmentarzu żołnierzy amerykańskich w Belgii. Tylko ciało Roberta E. Stapletone’a, zostało potem na życzenie rodziny przeniesione na kwaterę na cmentarzu św. Stefana w Alexandrii, w stanie Kentucky.

Nie wiadomo, co stało się z pozostałymi ciałami lotników amerykańskich, którzy zginęli 13 września nad Strzelcami. Część z nich została zapewne tak zmasakrowana, że nie było czego chować. Być może inne zostały pochowane poza miastem.

W lipcu 2009 roku na polu na Suchych Łanach zjawiła się grupa „Blechhammer” - pasjonatów lotnictwa z czasów II wojny światowej z Kędzierzyna-Koźla. W jej skład wchodzą Edward Haduch, Maciej Cząstka i jego syn – Oskar. Za zgodą gospodarzy przeszukano pola, na które przed 65 laty spadła amerykańska maszyna (maszyny?) i bardzo szybko znaleziono elementy samolotu i guzik amerykańskiego munduru.

PIOTR SMYKAŁA
ROMUALD KUBIK

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Images can be added to this post.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • You may use <swf file="song.mp3"> to display Flash files inline

Więcej informacji na temat formatowania

Wysłanie formularza jest równoznaczne z akceptacją polityki prywatności usługi Mollom.