view counter

Bociek uratowany

W ubiegły wtorek na ulicy Mickiewicza w Staniszczach Wielkich można było zaobserwować fascynujące zjawisko - zebrały się tam przygotowujące się do odlotu bociany. Siedziało ich po kilka sztuk na każdym dachu - relacjonowała Czytelniczka, która jako pierwsza opowiedziała SO o tym zgromadzeniu.

Dzień później, w środę, w Kolonowskiem miało miejsce zdarzenie będące następstwem ptasiej zbiórki - w jednym z ogrodów przy ulicy Kościuszki. Młodego bociana zobaczyli mieszkający tam Nikola Wiśniowska i Piotr Matusek. Chodził po ich podwórku. Jedno z jego skrzydeł wisiało, jak się później okazało, zostało poważnie złamane, a rana krwawiła.

- Uwielbiam zwierzęta - mówi pani Nikola. - Nie wyobrażam sobie, że moglibyśmy nie zareagować.

Para postanowiła nie zbliżać się do ptaka i zadzwoniła do zoo. Tam dowiedziała się, że opolski ogród zoologiczny nie ma pomieszczeń do kwarantanny dla dzikich zwierząt oraz otrzymała poradę, żeby ptakowi dać wodę i mięso. Jedno jest pewne - bociany nie lubią parówek, a przynajmniej ten, który miał przymusowe lądowanie w Kolonowskiem.

Kobieta zatem zdecydowała udać się ze swym problemem do urzędu gminy. Sprawą zajęła się jedna z urzędniczek. Zadzwoniła do konserwatora przyrody i powiatowego lekarza weterynarii, ale nikt nie potrafił zająć się ptakiem, wszędzie jednak starano się pomóc i sugerowano, z kim można się jeszcze skontaktować.

Bocian biały jest gatunkiem chronionym na mocy Ustawy o ochronie przyrody, Konwencji Bońskiej, Berneńskiej, Ramsarskiej, a także wymienianym w tzw. Dyrektywie Ptasiej Unii Europejskiej.

Nikt nie miał odwagi podjeść do boćka, bo choć jest to zwierzę przez wszystkich bardzo lubiane, potrafi zaatakować swoim ostrym dziobem. W końcu zdecydował się na to Grzegorz Hajduk, który oszacował wstępnie obrażenia ptaka. W międzyczasie pracownik Urzędu Miasta i Gminy w Kolonowskiem dowiedział się o istnieniu schroniska dla dzikich zwierząt - Leśnego Pogotowia w Mikołowie. Jak się okazuje, takich placówek jest tylko kilka w kraju, a ta była najbliższa. Pracownicy pogotowia zabierają do leczenia zwierzęta. Niestety, przyjęcie chorego stworzenia to koszt rzędu 400 zł, do tego dochodzą wydatki związane z transportem. Nie stanowiło to problemu dla burmistrza Kolonowskiego, Norberta Kostona, który zawsze priorytetowo traktował ochronę środowiska. Kiedy dowiedział się, że akcję taką można sfinansować z budżetu, od razu się na to zdecydował.

Jak informują pracownicy pogotowia, koszty przyjęcia ptaka ponosi każdorazowo gmina, która musi mieć na to zagwarantowane środki w budżecie. Okazuje się, że gdyby mieszkaniec zadzwonił bezpośrednio do pogotowia, to ono i tak wystawiłoby fakturę na gminę, która odpowiada za ochronę gatunków. Aby zmniejszyć koszty, dwie gminne urzędniczki wybrały się własnym samochodem do Mikołowa i zawiozły boćka w bezpieczne dla niego miejsce. Tam zostanie wyleczony i być może uda mu się powrócić na łono natury.

Jak dowiedzieliśmy się później, bocianich ofiar było więcej - dwa ptaki zawisły na drutach linii elektrycznej w Staniszczach Wielkich. Ich nie udało się uratować.

MM

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Images can be added to this post.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • You may use <swf file="song.mp3"> to display Flash files inline

Więcej informacji na temat formatowania

Wysłanie formularza jest równoznaczne z akceptacją polityki prywatności usługi Mollom.