Ten pies pożarł koty

Ten pies pożarł koty

Artykuły : 
Numer wydania: 

Moja siostra mieszka w Niemczech, ale ma dom na Buczkach - opowiada pan Henryk. - Przez jakiś czas wynajmowała dom lokatorom, ale wypowiedziała umowę najmu. Chce sprzedać dom. Lokatorzy się wyprowadzili, lecz zostawili na posesji swojego psa...

 

Zwierzę jest dość duże, czarne. Chyba zadomowiło się na Buczkach, bo w ciągu dnia raczej nie opuszcza posesji. Tylko nocami wymyka się do sąsiednich gospodarstw.

 

- Spotkałem tego psa w nocy w moim obejściu - przyznaje jeden z mieszkańców Buczków. - On musi być głodny, szuka pożywienia, u sąsiadki pożarł małe kotki, które dopiero co przyszły na świat.

 

Mieszkańcy nie kryją obaw. Nie wiedzą, czy pies ich nie zaatakuje.

 

- Jesteśmy bezsilni. Zgłaszaliśmy sprawę do gminy, na policję - nic się nie da zrobić - mówi pan Henryk. - Wygląda to tak, jakby właściciel psa nocami podrzucał mu jedzenie, bo widziałem karmę zostawioną obok domu. Mimo to pies chyba ciągle jest głodny, skoro chodzi do sąsiadów szukać pożywienia. Poza tym, w czasie upałów nie miał wody do picia. Sam mu ją nalewałem, gdy przychodziłem kosić trawę na posesji siostry - mówi pan Henryk.

 

W urzędzie gminy w Ujeździe sprawa jest znana. W październiku ubiegłego roku do właścicieli psa skierowano pismo, w którym zostali oni poproszeni o zabranie zwierzęcia z posesji i zapewnienie opieki. Zgodnie z regulaminem utrzymania porządku i czystości w gminie, właściciele i opiekunowie zwierząt są zobowiązani do niepozostawiania ich bez nadzoru i zapewnienia ochrony przed zagrożeniem lub uciążliwością dla ludzi. Regulamin zabrania pozostawiania zwierząt bez opieki.

 

Sprawa w ciągu miesięcy nie została rozwiązana. Ponownie urząd gminy skierował pismo do właścicieli w czerwcu tego roku. Zaznaczono w nim, że jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie, to pies zostanie zabrany do schroniska. Kosztami odbioru, transportu oraz utrzymania zwierzęcia w schronisku zostaną obciążeni właściciele psa. Miesięczny pobyt zwierzęcia w schronisku kosztuje 367 zł, a kwota za przyjęcie go do placówki wynosi 163 zł.

 

Jednak i tym razem sprawa nie znalazła finału. 13 września tego roku udało nam się sfotografować psa na posesji na Buczkach.

 

Jak się okazało, urzędnicy byli pewni, że psa już tam nie ma. Monika Jastrzembska z urzędu miejskiego w Ujeździe uważa, że problem powinien zostać rozwiązany pomiędzy właścicielem posesji a byłym najemcą domu (tj. właścicielem psa). Gmina nie może ingerować na prywatnej posesji. Co innego, gdyby pies biegał bezpańsko po publicznych drogach...

 

- Właściciel posesji może przekazać psa do schroniska, a poniesione koszty egzekwować później od właścicieli psa - radzą urzędnicy.

 

W praktyce będzie to pewnie trudne.

 

Na temat psa nasza redakcja rozmawiała z przedstawicielami Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce. Zwrócili oni uwagę, że pies jest zwierzęciem domowym i żyje jako towarzysz ludzi. Pozostawiony sam sobie z czasem może dziczeć i stworzyć zagrożenie dla otoczenia. Co w przypadku, gdy zaatakuje np. dziecko? Wtedy odpowiedzialny będzie właściciel psa, który pozostawił zwierzę bez opieki. Zdaniem przedstawicieli TOZ, na Buczkach powinna nastąpić interwencja policji.

 

Tematem psa zainteresowaliśmy również policjantów. Rzeczniczka prasowa policji Paulina Porada zapewniła nas, że sprawą zajmie się dzielnicowy. Wkrótce pies powinien znaleźć opiekę.

 

Sprawdzimy, czy tak się stanie.

 

JK

 

 

 

Odpowiedz