Rolnik kontra starostwo

Rolnik kontra starostwo

Artykuły : 
Numer wydania: 

Pod koniec kwietnia Andrzej Sładek z Jaryszowa jechał na swoje pole drogą powiatową opryskiwać pszenicę. Wiózł opryskiwacz zakupiony prosto z fabryki w 2006 r. Pech chciał, że na ul. Ujazdowskiej, tuż przy granicy wsi, najechał na dziurę...

- To spore wgłębienie, liczące 5-6 cm. Zostało jeszcze po pracach kanalizacyjnych - mówi rolnik. - Mimo że powstało wiele lat temu, przy drodze nie ma żadnych znaków wskazujących na nierówności. Gdy najechałem na dziurę, nastąpiło tąpnięcie, które spowodowało, że podnośnik ciągnika się uniósł, po czym z dużą siłą wrócił do pozycji wyjściowej, powodując zerwanie się bolca zabezpieczającego i runięcie opryskiwacza na ziemię. W opryskiwaczu miałem 2500 l cieczy roboczej, która sprawiła, że po upadku stanął on kołami do góry - opowiada pan Andrzej. - Sprzęt służył mi przez wiele lat i pewnie działałby jeszcze ze 20, gdyby nie ten wypadek...

Rolnik zapewnia, że jechał powoli, a bolec wcześniej na pewno nie był uszkodzony.

- Wykonując opryski na polu, jeżdżę z prędkością 7-9 km/h. Pole jest równe, ponieważ stosuję pług obrotowy, a następnie glebę uprawiam jeszcze agregatem w celu zlikwidowania jakichkolwiek dziur - zapewnia.

Gdy doszło do zdarzenia, rolnik wezwał policję. Z notatki sporządzonej przez policjanta, który przyjechał na miejsce, wynika, że przyczyną zdarzenia był niewłaściwy stan jezdni - drogi powiatowej. Ponadto, wina nie leży po stronie kierowcy. Kłopot w tym, że do winy nie poczuwa się też zarządca drogi - starostwo powiatowe w Strzelcach.

- Poniosłem straty rzędu 66 tys. zł - przedstawia dokumenty rolnik. - Prosiłem urzędników o szybkie rozwiązanie sprawy, bo opryskiwacz jest mi niezbędny w codziennych pracach polowych. Jednak nikt się tym nie przejmował. Zgłosiłem sprawę 2 maja, a na decyzję czekałem do 14 czerwca. Starostwo utrzymuje, że droga jest w dobrym stanie. Natomiast ja mam dokument wskazujący na to, że nawierzchnia wymaga remontu - mówi Andrzej Sładek.

Chodzi o odpowiedź starostwa na pismo radnego powiatowego Huberta Ibroma, który w lutym zabiegał o wyrównanie widocznych garbów na ul. Ujazdowskiej w Jaryszowie. W marcu wicestarosta Janusz Żyłka odpisał radnemu, że nierówności te zostaną ujęte przy opracowywaniu planu remontów cząstkowych na ten rok, ale wykonanie zadania uzależnił od dostępnych środków finansowych.

- Jak to możliwe, że najpierw starostwo przyznało, że droga jest nierówna, a teraz twierdzi, że jezdnia jest w dobrym stanie? - zastanawia się Andrzej Sładek. - Rzeczoznawca, który przeprowadził oględziny uszkodzonego opryskiwacza, stwierdził, że do pęknięcia bolca doszło w wyniku najechania na uskok. Jednak starostwo nie chce tego uznać i nie chce wypłacić mi odszkodowania - żali się rolnik. - Opryskiwacz to moje narzędzie pracy, w dodatku bardzo kosztowne. Drogi powiatowe są ubezpieczone, ale dopóki starostwo nie przyzna się do winy, ubezpieczyciel nie wypłaci mi odszkodowania - dodaje.

Rolnika w dochodzeniu do racji wspierają mieszkańcy ul. Ujazdowskiej. Wspólnie z sołtysem Józefem Dukiem wystosowali pismo do starostwa. Napisali m.in. że „obecny stan drogi naraża nie tylko na kosztowne naprawy pojazdów poruszających się tą drogą, ale również stanowi realne zagrożenie dla kierowców. W domach jednorodzinnych, w pobliżu uszkodzonego fragmentu drogi, pękaniu ulegają ściany [...]”.

- Trzęsą się szklanki, łamią parapety... - dodają jaryszowianie. - Pewnego razu na tej samej dziurze wywróciła się przyczepka ciągnięta przez samochód osobowy. To nie pierwsza kolizja w tym miejscu. Od lat prosimy o naprawę jezdni. Nie trzeba nowego asfaltu, wystarczy sfrezować garby, by było równiej... Taka robota chyba nie kosztuje dużo? - rozważają.

Wicestarosta Janusz Żyłka przekonuje, że podobne nierówności występują w wielu miejscach na drogach powiatowych.

- Staramy się na bieżąco porządkować drogi powiatowe. W tym roku zainwestujemy w nie 12 mln zł, ale potrzeby są na 200 mln - mówi wicestarosta i podtrzymuje zdanie, że powiat nie wypłaci zadośćuczynienia rolnikowi z Jaryszowa.

- Jeśli pan Sładek udowodni w sądzie rację, wówczas wypłacimy odszkodowanie - zastrzega Janusz Żyłka.

JK

W wydaniu papierowym przeczytasz także: 
Grali, kibicowali i „tańcowali”
Dwa programy, podwójna pomoc
Wakacyjny wyjazd

Komentarze

Portret użytkownika Czytelnik
Wysłane przez Czytelnik (niezweryfikowany) w 5 Lipiec, 2016 - 10:54

widać dokładnie gdzie starosta ma mieszkańców - w środku dupy. 

sprawa w sądzie będzie się ciągnąć latami, do tego koszty sądowe i odsetki...  więc zamiast 66tyś starostwo zapłaci 100tyś... 

nie ma się co z chamem cackać, tylko pisać wezwanie przedsądowe i szukać dobrych prawników

Portret użytkownika wyborca
Wysłane przez wyborca (niezweryfikowany) w 6 Lipiec, 2016 - 22:54

trzeba sie uderzyć w piersi i zapłacić rolnikowi, oraz proponuję staroście zakup nowego garniturku bo w tym w, starym, znoszonym i przyciasnym już wygląda tragicznie....

Odpowiedz