fbpx Peter Vogel rozpoczął swą karierę w Strzelcach | Strzelec Opolski

Peter Vogel rozpoczął swą karierę w Strzelcach

Peter Vogel rozpoczął swą karierę w Strzelcach

Artykuły : 
Numer wydania: 

Sprawą matury „kasjera lewicy” - Petera Vogla Strzelec Opolski zajmował się już w 2005 roku. Dziś, dzięki staraniom emerytowanego nauczyciela, Jana Jachecia, światło dzienne ujrzały nowe fakty z tamtych wydarzeń

Kariera Petera Vogla nie rozpoczęła się w szwajcarskich bankach przeznaczonych dla milionerów czy salonach politycznych Warszawy. Rozpoczęła się znacznie wcześniej w Strzelcach Opolskich. Człowiek, przez ręce którego przechodziły miliony, odsiadywał tutaj wyrok 25 lat więzienia za morderstwo dokonane ze szczególnym okrucieństwem. Nie był jednak traktowany jak zwykły kryminalista. Przyszły kasjer lewicy miał Tatusia. Na stanowisku rzecz jasna.
Wszystko zaczęło się w pod koniec 1971 roku. Młody Piotr Filipczyński, bo tak się wtedy nazywał przyszły ulubieniec lewicy, nie zaliczył języka angielskiego i musiał powtarzać drugą klasę liceum. Na dodatek kilka dni przed końcem roku miał poważny wypadek samochodowy. W ramach kary ojciec odciął mu dopływ gotówki i młody człowiek nie miał za co zabawić się w sylwestra. Znalazł na to sposób.
30 grudnia 1971 roku Piotr Filipczyński zwabił do piwnicy 75-letnią staruszkę, która pracowała w domu kolegi jako gosposia i guwernantka. Być może wiedział, że nie wydawała zarobionych pieniędzy i odkładała je na czarną godzinę. W piwnicy zabił ją rozwalając czaszkę tłuczkiem do mięsa. Potem polał zwłoki rozpuszczalnikiem i podpalił. 12 tysięcy złotych, które zrabował, były równoważnością rocznej przeciętnej pensji. Nie zabawił się jednak za nie zbyt długo. Został aresztowany.
Obrońca argumentował, że wstrząs mózgu, jakiego doznał podczas wypadku samochodowego, mógł spowodować ograniczenie poczytalności, lecz sąd nie miał wątpliwości. Skazał go na 25 lat więzienia w jednym z najcięższych zakładów w kraju. W Strzelcach Opolskich. I tutaj zaczyna się lista przedziwnych wypadków, które doprowadziły w końcu do powstania „Petera Vogla” i rzucają inne światło na jego dalszą karierę. A zaczęło się od matury.
W roku 1973 ojciec naszego bohatera kieruje do Ministerstwa Oświaty prośbę o umożliwienie mu kontynuowania nauki podczas odbywania kary. Ojciec Piotra, Tadeusz Filipczyński, nie jest byle kim. Stanowisko wicedyrektora departamentu w Ministerstwie Przemysłu Lekkiego otwierało wiele drzwi. Jako, że przy strzeleckim więzieniu działa fabryka butów całkowicie zależna od tegoż ministerstwa, nie dziwi, że nasz młody bohater traktowany był w sposób szczególny. Piotr Filipczyński zostaje zapisany do liceum dla dorosłych w Warszawie przy ul. Klonowej, gdzie prowadzi naukę korespondencyjnie. Ponieważ liceum nie ma w swoim programie nauczania języka angielskiego, uznano awansem, że skończył drugą klasę i od razu rozpoczął trzeci rok nauki. Po dwóch latach ojciec zaczął starania o umożliwienie synowi zdawania egzaminu dojrzałości.
Jan Jacheć, nauczyciel matematyki w strzeleckim liceum twierdzi, że Tadeusz Filipczyński trzykrotnie przyjeżdżał wtedy do opolskiego kuratora i naciskał na przeprowadzenie matury w liceum stacjonarnym. Kurator Pabliszyn z Opola odpowiedział mu wtedy, zgodnie z prawdą, że nie ma takiej prawnej możliwości, i że maturę może jak najbardziej zdawać, tylko że w szkole, w której pobierał nauki. Filipczyński miał jednak koneksje na samych szczytach władzy i nie dawał za wygraną.
Prawdopodobnie w całym tym zamieszaniu chodziło o to, że inaczej wygląda w papierach matura zdana w liceum stacjonarnym. Skazani nie mieli wtedy takich możliwości i unikało się potem niewygodnych pytań. Na pewno przyczyną nie był koszt dojazdów egzaminatorów z liceum w Warszawie. Robili to już wcześniej podczas zaliczeń semestralnych. Wokół matury Piotra Filipczyńskiego zaczynają dziać się dziwne rzeczy.

Skoro kuratorium nie wyraziło zgody, pismo z poleceniem przeprowadzenia takiego egzaminu nadchodzi do dyrektora liceum bezpośrednio z Ministerstwa Oświaty z pominięciem oficjalnej drogi służbowej. To wydarzenie bez precedensu.
Dyrektor placówki, B., rozpoczął przygotowania do egzaminu. Miał on wtedy powiedzieć, że „dla strzeleckiego liceum to wielki zaszczyt” i takim też argumentem przekonywał do swoich racji nauczycieli.
Przed egzaminem pozostał do rozwiązania problem formalny. Do liceum w Warszawie skierowane zostało pismo z prośbą o przesłanie arkuszy ocen ucznia. Są one potrzebne, by ocenić jego postępy w nauce i absolutnie wymagane do przeprowadzenia egzaminu. Mimo ponawiania próśb, arkusze najprawdopodobniej nigdy nie dotarły do Strzelec. Bez nich nie wiadomo nawet, czy uczeń w ogóle ukończył klasę III i IV szkoły średniej. Mimo to liceum w Strzelcach uznaje przedmioty z warszawskiego liceum dla pracujących za zaliczone.
30 kwietnia 1975 r. odbywa się zebranie rady pedagogicznej, na której dyrektor B. skierował się do nauczycieli z „gorącą prośbą”, by podjęli uchwałę o przeprowadzeniu egzaminu maturalnego. Uchwała przeszła większością głosów - 9 do 6. Przygotowania do egzaminu ruszają pełną parą.
W pierwszych dniach maja 1975 do kuratorium w Opolu zostaje wysłany list protestacyjny, podpisany przez pedagogów strzeleckiego liceum. Odpowiedź jest jednoznaczna – skoro Ministerstwo Oświaty zajęło się sprawą bezpośrednio – kuratorium nie może nic w tej sprawie zrobić. Roma locuta causa finita.
W dniu, w którym miał odbyć się egzamin dojrzałości, nastąpiła katastrofa. Dla kuratora oświaty w Opolu nieprawidłowości nagromadziło się już za wiele. Na dwie godziny przed maturą Filipczyńskiego zatelefonował i zakomunikował dyrektorowi B., że egzamin odbyć się nie może. Dyrektor posłuchał i nauczyciele, którzy mieli o 1600 wybrać się na egzamin do zakładu karnego, pozostali tego dnia w liceum. Zgoda na odwołanie egzaminu Filipczyńskiego była dla dyrektora B. przedostatnią decyzją w jego dyrektorskiej karierze.

Dyrektor B. zostaje natychmiast wezwany do siedziby partii. Wrócił stamtąd wzburzony. Ponieważ zawiódł Towarzyszy dano mu wybór – sam zrezygnuje ze stanowiska albo zostanie z niego usunięty. Tego samego dnia składa rezygnację. W kronikach szkolnych widnieje jedynie lakoniczny wpis mówiący o tym, że „z końcem roku szkolnego 1974/75 niespodziewanie odchodzi ze stanowiska dyrektor B.”. Niewiele osób znało całą prawdę o okolicznościach tamtej decyzji.

Natychmiast jego miejsce zajmuje dyrektor G., nauczycielka szkoły w Grodzisku. Wśród nauczycieli wspominana jest jako „dyspozycyjna” i nie cieszy się dużym poważaniem. Niektórzy twierdzą, że nominacja ta odbyła się wbrew obowiązującym wtedy przepisom.
Oczywiście pierwszą decyzją G. jest ponowne przeprowadzenie egzaminu, który już bez żadnych problemów odbywa się 10 i 11 czerwca 1975 r. Mimo że matura ta odbyła się już po wcześniejszych egzaminach, kuratorium nie dostarcza innych pytań, więc Piotr Filipczyński prawdopodobnie znał już tematy, na jakie pisał. Egzamin dojrzałości miał też inną wadę – był absolutnie bezprawny. Wciąż brakowało niezbędnych arkuszy ocen ucznia. Po rozwiązaniu poprzedniej komisji, dawna uchwała rady pedagogicznej utraciła ważność, a nowego głosowania nigdy nie przeprowadzono.
Pedagog, który wcześniej przyjechał z liceum dla dorosłych w Warszawie, mógłby spokojnie pretendować do rekordu Guinnesa. Jak mówią dokumenty, sam jeden przepytuje Filipczyńskiego z 11 przedmiotów. Aby docenić ten fenomen, trzeba uświadomić sobie, że w pojedynkę potrafił przepytać i ocenić wiedzę ucznia z takich przedmiotów jak j. polski, j. rosyjski, matematyka, historia, biologia, geografia czy fizyka... Mimo że w programie nauczania strzeleckiego liceum są takie przedmioty jak j. angielski, wychowanie techniczne i przysposobienie obronne, nie są one podczas matury Filipczyńskiego brane pod uwagę.

Po tych wszystkich cudach nie należy się dziwić, że nasz bohater maturę zdaje bez problemu. Dyrektor G. osobiście dostarcza dyplom do strzeleckiego więzienia. Na świadectwie maturalnym (sygnowanym numerem 37/A) wypisane jest, jako miejsce ukończenia szkoły średniej, Liceum Ogólnokształcące im. Władysława Broniewskiego w Strzelcach Opolskich. A do tego dotychczasowa edukacja Piotra Filipczyńskiego nie dawała mu absolutnie prawa.

Nie wszyscy nauczyciele zamierzali pogodzić się z tą farsą. Dwoje z nich pisze protesty, które odbijają się od ściany systemu jak piłeczka tenisowa. Protesty doszły w końcu do samej góry, lecz tak jak poprzednio, jedyną odpowiedzią było stwierdzenie, że podczas egzaminu maturalnego Piotra Filipczyńskiego nie było nieprawidłowości. Jeden z nauczycieli zdał sobie sprawę, że wychyla się niebezpiecznie i zamilkł. Drugi, Jan Jacheć, nie pogodził się z tym oszustwem do dziś i był wielokrotnie z tego powodu szykanowany. Dyrektorka G. po roku kierowania liceum przeszła na „wydłużony urlop” i w końcu opuściła placówkę.
Maturzysta Filipczyński nie odsiedział całej kary. Decyzją Rady Państwa wyrok skrócono do 15 lat, a po 8 latach wzorowego sprawowania, w 1979 roku, został warunkowo zwolniony z więzienia. Wzorowe sprawowanie zresztą dość wątpliwe, gdyż są osoby określające go jako „niezłego grypsera”. Rozpoczął studia na Politechnice Warszawskiej. Ożenił się. Urodziła mu się córka. Jak sam twierdzi był nawet członkiem Solidarności. Tuż po zawieszeniu stanu wojennego otrzymuje, mimo wciąż obowiązującego go zawieszenia kary, paszport i wyjeżdża do rodziny w Szwajcarii, gdzie dostaje polityczny azyl.
Kilka lat później, w 1999 roku, Interpol aresztuje szanowanego biznesmena – Petera Vogla. Nasz bohater przyjął wcześniej nazwisko matki i dorobił się sporych pieniędzy. Vogel sprowadzony zostaje do Polski i... ułaskawiony przez ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Vogel bywał już w kraju wcześniej wielokrotnie, lecz nikomu nie przyszło do głowy, by niepokoić nietykalnego bankiera.

Peter Vogel został w marcu 2008 roku aresztowany po raz trzeci pod zarzutem prania brudnych pieniędzy. Siedzi w areszcie. Wcześniej, bo w kwietniu 2006 roku, na wniosek emerytowanego nauczyciela - Jana Jachecia, sprawą matury Filipczyńskiego zajęła się prokuratura w Katowicach. Nie wiadomo jak zakończyło się śledztwo.
W roku 1981 działacze strzeleckiej Solidarności starali się dotrzeć do akt więźnia, które powinny znajdować się w zakładzie karnym nr.1. Akta były już wtedy niedostępne i przeniesione, najprawdopodobniej do Warszawy.
Ze względu na ochronę danych osobowych, nie można zajrzeć do arkusza ocen naszego bohatera, które powinny znajdować się w strzeleckim liceum. Dyrekcja potwierdza tylko, że dokumenty o takim uczniu w ogóle istnieją.
Rzecznik kuratorium oświaty w Opolu, Alicja Świątkowska-Podgórska: – Aby zweryfikować raz wydaną maturę musiałoby zostać przeprowadzone postępowanie wyjaśniające i w jego wyniku wykazane znamiona przestępstwa. Czysto hipotetycznie można rozważyć wtedy unieważnienie egzaminu dojrzałości. Nigdy jednak nie spotkałam się z takim przypadkiem.
Romuald Kubik

Komentarze

Portret użytkownika prawnik
Wysłane przez prawnik (niezweryfikowany) w 2 Listopad, 2009 - 16:17

Ciekawy artykuł..czyli nie wszyscy mieli giętkie kręgosłupy...Pan Jacheć... zasługuje Pan na szacunek..czego nie można powiedzieć o innych ..

Portret użytkownika HJUV
Wysłane przez HJUV (niezweryfikowany) w 24 Listopad, 2011 - 07:27

Wiele wątków jest co najmniej dziwnych, nie ukończył szkoły średniej a skończył studia, nie zaliczył języka angielskiego a biegle operuje tym językiem, według autora tępy nieuk, niezły grypser a wyjeżdża do Szwajcarii i dorabia się niezłych pieniędzy. Czy aby nie należało by prześledzić życiorysy owych nauczycieli od których pochodzą informacje.

Portret użytkownika ObserVator
Wysłane przez ObserVator (niezweryfikowany) w 30 Grudzień, 2011 - 20:10

Dziwna tutaj jest pogarda i kpina z prawa. Jak to mozliwe, ze ojciec synalka oskarzonego o bestialskie morderstwo wyciaga go po paru latach z wiezienia a potem prezydent go ulaskawia. Biznesowe sukcesy Vogla tez bylyby ciekawem tematem. Obawiam sie,ze nie jego talent byl ich przyczyna, lecz wplyw mialy inne okolicznosci.

Portret użytkownika czytelniczka z osiedla
Wysłane przez czytelniczka z ... (niezweryfikowany) w 25 Listopad, 2011 - 19:53

Bardzo ciekawie i wnikliwie napisane, moje wielkie gratulacje dla autora.
W podtekscie pokazany jest system komunistycznej uleglosci wladzy.
O dziwo, system ten dalej obowiazuje dzisiaj. Wbrew prawdzie historycznej, wbrew faktom i dowodom, caly sztab ludzi, armia urzednikow, dziennikarzy i potulnych barankow czy owieczek, idzie jak w dym w klamstwo smolenskie.
To co pokazywala telewizja z uroczystosci 11 Listopada w Warszawie zakrawa na kpine i wola o pomste do nieba. Swietne filmy wkleil tutaj gdzies na forum Mariusz2. Dzis TVN i POlsat i TVP takze przypominaja telewizje z okresu stanu wojennego, klamstwo klamstwem znaczone. A ludzie jak lemingi wierza w to co mowi TVN i GW i glosuja tak jak im wmowia, ze bedzie dla nich dobrze. Urban byl mistrzem takiej mistyfikacji,ciekawe ze koleguje sie teraz z Palikotem, to pewnie on mu doradza.
Teraz dla tej grupy bezmyslnych lemingow otwiera sie prawda, okazuje sie ze poprzednie cztery lata sa stracone bezpowrotnie, ze ekipa dzierzaca wladze dalej klamie i awansuje najwiekszych oszustow stanowiskami najwazniejszymi w panstwie w nagrode za oszukiwanie narodu.
I coz dalej? Ida podwyzki cen, jedna za druga, coraz wieksze bezrobocie, dlug publiczny dochodzi do biliona czy tryliona, to juz nie da sie tego ogarnac, a slupki popularnosci ekipy rzadzacej dalej utrzymuja sie w gorze.
Zrozumie to ktos?
Tusk powiedzial kiedys, ze Polska to nienormalnosc.
I tu chyba jedyny raz w zyciu politycznym mial racje.
Bo to nie jest normalne, zeby tak dostawac w d. i jeszcze popierac swojego kata, malo tego, dobrac kolejna ekipe oszolomow o innej orientacji seksualnej do Sejmu. Swiat pisal o "tym" czy "tej" poslance na pierwszych stronach. "Swiat sie smieje" tytul komedii sowieckiej jak najbardziej na czasie.
To jest chore, to nie jest normalne spoleczenstwo, ci wyborcy sa pozbawieni cienia krytyki.
Wybory to dla nich zabawa, a Polska ginie na naszych oczach.

Panie redaktorze, bede sledzila z uwaga panskie artykuly, bo widac, ze jest pan tutaj w Strzelcu Opolskim jednym z nielicznych fachowcow, ktory wie o czym pisze, potrafi dotrzec do zrodel i podac to w interesujacej formie.

Brakuje mi tylko w podsumowaniu, pokazania, czym i kim jest bohater artykulu dzisiaj w kontekscie aktualnej wladzy, no ale kto chce i wie gdzie szukac ten znajdzie w internecie wszystko.

Portret użytkownika zbychu
Wysłane przez zbychu (niezweryfikowany) w 14 Grudzień, 2011 - 07:34

ty dzioucha, o czym tu naszrajbałas? widac, ze wiesz kto to wszystko schrzanil, ale nie napisalas kto nas zbawi.

Portret użytkownika czytelniczka z osiedla
Wysłane przez czytelniczka z ... (niezweryfikowany) w 26 Listopad, 2011 - 22:56

a kto nie ma?
tyle, ze trzeba umiec sie uderzyc w piers i przeprosic,
i isc dalej do przodu. W odroznieniu od takiego np Bolka, ktory do konca idzie w zaparte.

Znalam kiedys fajnego chlopaka cello, ale sie wyprowadzil do gliwic i ozenil tam, szkoda...

Portret użytkownika czytelnik
Wysłane przez czytelnik (niezweryfikowany) w 13 Grudzień, 2011 - 23:00

teraz też nie trzeba się uczyć kto ma znajomości tak zwane plecy , tylko jeden z drugim widzi igłę w czyimś oku a w swoim belki nie zauważa

Portret użytkownika Mariusz2
Wysłane przez Mariusz2 w 13 Grudzień, 2011 - 23:40

Ta historia pisze się nadal, to właśnie na podstawie zeznań Petera Vogla został aresztowany i zwolniony za kaucją generał Gromosław Cz. w sprawie afery łapówkarskiej przy sprzedaży przedsiębiorstwa energetycznego Stoen.

"Kto ma rację dzień wcześniej od innych, ten przez dobę uchodzi za idiotę" Antoine de Rivarol)

Portret użytkownika czytelnik
Wysłane przez czytelnik (niezweryfikowany) w 18 Styczeń, 2012 - 12:31

Wg filmu który oglądałem dopełnię: chciał zrobić sylwestra by zaimponować dziewczynie która go zostawiła. Rabunku dokonał w domu kolegi ale nie spodziewał się że będzie gosposia. Okraść miał dom prominentnych ludzi a nie gosposię. Wyjechał do Niemiec gdzie zmienił nazwisko i w Polsce był jak przedstawiciel siemensa (prawdopodobnie system do głosowania) dopiero później został "bankierem" Po uniewinnieniu za zabójstwo wyjechał z kraju a został ponownie zatrzymany za pranie kasy co skłoniło go do zeznań o lewych dochodach nie tylko lewicy ale też i prawicy (np AWS - przetarg na wagony dla metra w Warszawie) dlatego też od tej pory sprawa przycichła .....

Odpowiedz