Drużyna Mikołajów

Drużyna Mikołajów

Artykuły : 
Numer wydania: 

Nasi mikołajowie okazali się wyjątkowo hojni i spełnili marzenia aż 31 dzieci. 

Lista wybranych dostępna w wydaniu papierowym

 

Nie zawsze byliśmy grzeczni...

 

 

Nasza Drużyna Mikołajów gościła w redakcji 8 grudnia. Przeczytała wszystkie listy nadesłane przez najmłodszych Czytelników Strzelca - a było ich niemało, bo ponad 100! Wszystkie piękne i wzruszające. Dlatego niektórzy nasi goście postanowili obdarować więcej niż jedno dziecko... Przy okazji opowiedzieli nam o swoich prezentach z dzieciństwa, o czym marzyli, co dostawali i jak się z tego cieszyli...

 

Kiedyś mikołaja bały się wszystkie dzieci. Szóstego grudnia mógł on przynieść rózgę. Dla grzecznych dzieci miał w zanadrzu słodycze, ale najpierw trzeba było zmówić przed nim pacierz, pochwalić się stopniami w szkole, a mama musiała potwierdzić, że chodzi się do kościoła i odrabia lekcje. Czasami wątpliwości budziły buty świętego, bo dlaczego zawsze wkładał on te od taty, dziadka lub wujka?

 

- W mikołajki, po roratach, wracaliśmy do domu opłotkami, bo mikołaje z rózgami wychodziły na ulice, można było witką po nogach dostać - przypomina dawną tradycję Józef Swaczyna.

 

Pamięta ją także młodszy od starosty Damian Kalisz, właściciel firmy Drewnoplast.

 

- Szkoda, że już nie jest kultywowana. Teraz na mikołaja po wsiach cicho... nikt nie wychodzi, nikt się nie gania, jak my kiedyś - mówi Kalisz.

 

Prezentów oczekiwało się w święta Bożego Narodzenia, przynosiło je Dzieciątko, które nie wymagało już takiej dyscypliny od obdarowanego, przymykało oko na wszelkie przewiny.

 

- Nie byłem zbyt grzeczny jako dziecko - przyznaje Jan Gucz właściciel Centrum Meblowego „Gucz”. - Kiedyś dostałem od wujka narty. Zakładałem się z kolegami, że zjadę na nich z tzw. Koziej Góry i bez szwanku wyjadę z dołu, który był u jej podnóża. Zwykle mi się udawało i przez całą zimę miałem kieszonkowe z tych zakładów, nie musiałem zbierać złomu czy butelek na swoje wydatki.

 

- Moim wymarzonym prezentem były swojego czasu też narty. Dostałem je pod choinkę, piękne, małe plastikowe. Założyłem je radośnie i poszedłem zjeżdżać... - wraca do dzieciństwa Kornel Pszowski, właściciel firmy „V-max”. - Pierwszy zjazd i było po nartach. Wywróciłem się i połamałem je, trafiły do kosza - opowiada.

 

Arkadiusz Kinder, właściciel firmy „Ar-Masz”, wspomina, że jako młody chłopak chciał mieć psa.

 

- Prosiłem o niego rodziców i wreszcie dostałem... pluszowego. Byłem ogromnie rozczarowany, zwłaszcza, że miałem wtedy jakieś 12 lat - śmieje się pan Arkadiusz.

 

O prezenty w rodzinie Iwony Kołodziej, właścicielki „Sclusive-Fotografia”, zawsze dbał tata:

 

- Rozpieszczał nas bardzo, dostawałyśmy z mamą i siostrą, co chciałyśmy - przyznaje.

 

Katarzyna Graczykowska z klubu fitness „Team 13” prosiła Dzieciątko o prezenty dla młodszego brata.

 

- Zwykle chciałam, by dostał on gry planszowe. Wtedy mogliśmy się bawić razem. Wiele czasu spędzaliśmy razem - opowiada.

 

Łukasz Tomczyk, właściciel Galerii Merlot, pod choinką znajdywał strój sportowy lub nową futbolówkę.

 

- Grałem w piłkę nożną, to była moja pasja - zdradza.

 

Sportowcem był też Roman Mnochy z firmy Instal-Mnochy:

 

- Trenowałem tenisa stołowego, zdobyłem nawet III miejsce w województwie opolskim, więc gdy moja szkoła zakupiła nowy stół do ping-ponga, wypożyczyła mi stary, bym mógł utrzymywać formę... Nowy własny stół sprawiłem sobie dopiero teraz - przyznaje pan Roman.

 

Wicemarszałek województwa opolskiego Roman Kolek podsumowuje, że najpiękniejszy był czas oczekiwania na podarunki, na świąteczną atmosferę...

 

- Cieszyło nas wszystko, kiedyś rodzice nie przesadzali z prezentami, ale zawsze coś przygotowali, dla każdego - mówi wicemarszałek.

 

Karol Cebula, wydawca „Strzelca Opolskiego”, podziękował wszystkim mikołajom, że chętnie przyłączyli się do sprawiania radości dzieciom.

 

- Życzę wam, by zawsze was było stać na to, by dzielić się z innymi - powiedział Cebula.

 

Życzymy wszystkim udanych prezentów, radości, a z naszą Drużyną Mikołajów - mamy nadzieję - spotkamy się znów za rok.

 

bea

 

 

 

 

W wydaniu papierowym przeczytasz także: 
Już od stycznia! Adwokat radzi naszym Czytelnikom
Nowe auto dla policji
Nie zawsze byliśmy grzeczni...
Akcja - licytacja
Sześć wyjątkowych warkoczy
Czytasz i rozumiesz...
Jak mikołaj trafił na dożynki
Samochód straszy na parkingu
Rzeźba przypominała o grzechu?
Seniorzy przy wspólnym stole
Na szczęście czujnik zadziałał!
Dzwonniczka ze Staniszcz
Doczekali się ogrodzenia
Z plecakiem przez świat
Jak Gruszka z German po świecie jeździł

Odpowiedz