Długa historia rudery z Zimnej Wódki

Długa historia rudery z Zimnej Wódki

Artykuły : 
Numer wydania: 
Urzędnicy wykonali kawał dobrej roboty! Brawo!

Kto przejeżdżał przez Zimną Wódkę, na pewno nieraz widział zawalający się dom w środku wsi. Leży on przy zwężeniu głównej drogi, na wzniesieniu. Od długich lat jest niezamieszkany. Niszczeje. Dodatkowo, w 2008 roku uszkodziło go tornado.

Mieszkańcy wielokrotnie skarżyli się na zły stan budynku. Wciąż boją się, że cegła spadnie komuś na głowę. O problemie informowana była gmina. Wiedział o nim też Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Strzelcach Opolskich, jednak niewiele zdziałał w celu usunięcia rudery. W zasadzie - nic.

Wreszcie dzięki urzędnikom miejskim z Ujazdu pojawiło się światełko w tunelu...

- Sytuacja jest dość skomplikowana - mówi Krzysztof Panek, kierownik Referatu Gospodarki Gruntami, Ochrony Środowiska, Rolnictwa i Działalności Gospodarczej w Urzędzie Miejskim w Ujeździe. - Otóż, gmina jest właścicielem gruntu pod tym budynkiem, ale nie jest właścicielem samego obiektu. W związku z tym nie może nic zrobić, bo prawo zabrania jej zajmować się cudzą własnością.

Jak to się stało, że grunt jest gminny a dom nie? Najprawdopodobniej kilkadziesiąt lat temu właściciel domu oddał państwu ziemię, na której stał budynek, w zamian za emeryturę. Samego domu jednak nie przekazał. Tak oto po latach mamy do czynienia z absurdalną sytuacją: na działce gminnej stoi (a raczej rozpada się) cudzy dom.

Długi czas nie zajmowano się sprawą. Gmina na dobre zajęła się nią parę lat temu, kiedy szefem referatu gospodarki gruntami został Krzysztof Panek. On i jego pracownicy wykonali ogromną pracę śledczą. W kraju i za granicą szukali spadkobierców domu, mając nadzieję, że ich odnalezienie pozwoli ostatecznie uporać się z problemem rudery w środku wsi.

- Rozrysowaliśmy sobie drzewo genealogiczne rodziny, do której należał budynek - pokazuje zapiski Krzysztof Panek. - Wiedzieliśmy, że mieszkańcy domu, Wiktoria i Józef, mieli troje dzieci. Po śmierci rodziców, dom został pusty. Dzieci wyjechały. Dowiedzieliśmy się, że córka Wiktoria (miała na imię tak jak matka) była samotna i że zmarła. Kolejne dziecko - syn Gerard - również już nie żyje. Dotarliśmy do jego aktu zgonu. Okazało się jednak, że miał przysposobione córki, których był ojczymem. To one zgodnie z prawem dziedziczą po nim...

Urzędnicy po długich poszukiwaniach za granicą znaleźli je. Zrzekły się schedy po ojczymie.

Do odnalezienia pozostał trzeci syn Wiktorii i Józefa - Alfred.

- Z nim mamy największy kłopot - przyznaje Krzysztof Panek. - Uruchomiliśmy możliwe kanały informacji - szukaliśmy go przez konsulat niemiecki w Kolonii, przez Polski Czerwony Krzyż, przez Międzynarodowe Biuro Poszukiwań... Nigdzie o nim nie słyszano. Nie znały go również przysposobione bratanice. Nie sądzę, by ten mężczyzna jeszcze żył. Gdyby tak było, miałby teraz 100 lat. Dziwne, że nikt nic o nim nie wie. Przypuszczalnie zaginął na wojnie.

Gmina wystąpiła do sądu z wnioskiem o uznanie spadkobiercy za zmarłego.

- Spodziewamy się, że uznanie to nastąpi w sierpniu tego roku - mówi Krzysztof Panek. - Jeśli tak się stanie, wówczas dom w Zimnej Wódce przejdzie na własność Skarbu Państwa, którego przedstawicielem w naszym powiecie jest starosta. Wtedy gmina wystąpi do powiatu o przekazanie jej obiektu. Gdy już formalnie stanie się jego właścicielem, będzie mogła go wyburzyć.

Uporządkowany grunt gminny ma ostatecznie zostać sprzedany.

Miejmy nadzieję, że długoletnie starania urzędników zakończą się po ich myśli. Skorzystają z tego najpewniej mieszkańcy Zimnej Wódki, którzy wreszcie przestaną martwić się o swoje bezpieczeństwo i z niepokojem obserwować pękające ściany.

JK

Odpowiedz