fbpx Cechy rzemieślnicze w Strzelcach | Strzelec Opolski

Cechy rzemieślnicze w Strzelcach

Cechy rzemieślnicze w Strzelcach

Artykuły : 
Numer wydania: 

[img_assist|nid=4257|title=|desc=|link=popup|align=left|width=149|height=150]Prawdziwą siłą miasta byli rzemieślnicy. Byli świetnie przygotowanymi do zawodu i wybitnie wyspecjalizowanymi fachowcami. Oblicza się, że w XVII wieku, w liczących 600 mieszkańców Strzelcach rzemieślników było około setki. Zanim wgłębimy się w historię strzeleckich cechów, musimy najpierw zrozumieć, czym był cech i dlaczego w ogóle zaistniał.

Miasta średniowieczne miały strukturę zamkniętą. Nie odnosi się to tylko do okalających grody murów miejskich a przede wszystkim do obywatelstwa miasta. Mieszczaninem nie zostawało się łatwo – albo trzeba było się w mieście urodzić, albo wykazać jakimiś wartościowymi umiejętnościami lub majątkiem. Miasta zazdrośnie strzegły swoich przywilejów, dzięki którym mieszczanie żyli dostatnio, często na koszt okolicznych chłopów. Miasta zakazywały handlu w swoich granicach osobom spoza grupy mieszczan. Dzięki temu rzemieślnicy mieli prawdziwy monopol na swoje wyroby. Miasta miały „prawo jednej mili” – na odległość mili pruskiej nie mógł prowadzić handlu nikt niezrzeszony w cechu. Mila pruska liczyła 7532,48 metrów, czyli mniej więcej odległość jaką można przejść w ciągu godziny. Skutecznie ograniczało to konkurencję i kupowanie mieszkańców miasta poza targowiskiem.

Kiedy w mieście pojawiało się więcej rzemieślników z jednej specjalności to mogli oni albo zacząć walkę o klienta, albo się między sobą dogadać, co było w konsekwencji znacznie dla nich korzystniejsze. Powstałe organizacje nazywano cechami (określenie pochodzi z języka niemieckiego – Zunft).

Cech ograniczał liczbę członków w danym mieście, co normowało rynek i ograniczało konkurencję. Praktyką było, że członkowie cechu spotykali się na zebraniach przynajmniej raz na kwartał i ustalali ceny wyrobów. Zebrania były obowiązkowe, a nieobecność karana wpłatą ustalonej stawki. Samowolne obniżanie cen było nie do pomyślenia – było działaniem na szkodę innych członków cechu i wykroczeniem. Organizacje te miały własne wewnętrzne prawa, które bywały bardzo surowe. Określano w nich jaka kara czeka za wyłamanie się z solidarności cechowej albo za podniesienie ręki na innego członka cechu. Określano też stawki, jakie otrzymywać mieli czeladnicy i jakie wymogi musiał spełnić chętny do wejścia do cechu.

Cechami zarządzały prezydia złożone ze starszych mistrzów i członków zaprzysiężonych. Liczba członków prezydium wahała się od 1 do 4 i często się zmieniała. Członkowie prezydium byli powołani na określony czas - od roku do kilku lat. Cechy współpracowały z radami miejskimi, które zatwierdzały władze cechu. Na przykład 29 maja 1768 r. mistrzem cechu kowali został Florian Byack, który został zatwierdzony przez rajców miejskich w Strzelcach Wielkich.

Zdobycie tytułu mistrza cechu było bardzo skomplikowane. Na początku zostawało się uczniem, czyli terminatorem, którego uczono „pilności, skromności, posłuszeństwa i strzeżenia tajemnicy zawodowej”. Kiedy przeszło się pomyślnie ten etap, następowało wyzwolenie na czeladnika, zwanego też towarzyszem. Czeladnik musiał opłacić się swojemu dotychczasowemu mistrzowi i ruszyć w wędrówce po obcych miastach. Tam podejmował pracę u innych mistrzów swojego cechu. Dzięki taki wędrówkom dochodziło do stałej wymiany „myśli technicznej”. Jeżeli w jakimś zakątku Europy wprowadzono usprawnienie w pracy rzemieślnika, idea szybko rozprzestrzeniała się w ten sposób po całym kontynencie. Czeladnicy poszerzali przy okazji swoje horyzonty i poznawali świat.

Ostatnim etapem było zdanie mistrzowskiego egzaminu przed mistrzami cechu. Nie było to wcale proste – podczas egzaminu nie były tolerowane żadne pomyłki. Kandydat musiał wyznaczone zadanie wykonać perfekcyjnie, dzięki czemu nie było możliwości, by w cechach znaleźli się ludzie nieprzygotowani do zawodu. Po zdanym egzaminie należało się jeszcze cechowi opłacić i dopiero wtedy można było starać się o uzyskanie obywatelstwa miasta.

Poza przywilejami członków cechu czekały też obowiązki - byli zobowiązani przejść przeszkolenie wojskowe, mieli pod swoją opieką basztę lub część muru i ich obowiązkiem było bronić go w razie napaści. Każdy cech posiadał swojego patrona. Wielkie uroczystości kościelne, turnieje poetyckie, kuligi czy pogrzeby odbywano wspólnie. Nieraz członkowie cechu mieli swój ołtarz w kościele parafialnym, a czasem kaplicę. Mistrz cechu miał prawo kontrolować targowiska, czy wszyscy sprzedający są członkami cechu oraz czy ich towar pochodzi z legalnego obrotu i jest pełnowartościowy. Większość cechów kupowała surowce hurtem i tanio sprzedawała je swoim członkom, by obniżyć koszty wyrobu.

Dziś wydawać by się mogło, że były to dziwne, skostniałe i ograniczające swobodę organizacje. Prawda jednak jest taka, że przez wieki organizacja cechowa w miastach pozwalała na utrzymanie bardzo wysokiego poziomu rzemiosła i ustalała trwały porządek społeczny. Kiedy po latach nauki zostawało się członkiem cechu, można było być pewnym, że będzie się szanowanym i majętnym obywatelem. Niewiele jest zajęć, które dziś dają taką gwarancję.

CECH RZEŹNIKÓW

Był to jeden z najważniejszych i najwcześniej powstałych rzemiosł w każdym mieście. Bez rzeźników funkcjonowanie grodu było niemożliwe. W Strzelcach przez wiele stuleci ubój odbywał się w prywatnych domach na terenie miasta i na przedmieściach. Rzeźnicy za usługi płacili właścicielowi miasta z tego tytułu podatki i oddawali część ubitych zwierząt. Często rzeźnicy musieli pracować na zamku strzeleckim przy uboju lub w oprawieniu zwierząt łownych, które później serwowano na stole właściciela zamku.

Pierwsi znani z nazwiska rzeźnicy strzeleccy zostali wymienieni w 1324 r. Byli to Tomas i Hermann. W XIV w. książę strzelecki Albert (prawdopodobnie na prośbę rajców miejskich) zrzekł się dochodów z kramów rzeźniczych na rzecz mieszczan. W 1530 roku książę opolski Jan zwany Dobry przyznał strzeleckim rzeźnikom przywilej cechu. Akt ten został sporządzony w języku czeskim. Przepisy tego przywileju brzmiały następująco (fragmenty):

W imieniu nierozerwalnej Świętej Trójcy, ku wiecznej pamięci i dla wielkiej chwały Boga wiecznego, jak i dla ludzi w tym mieście dla godności i spokoju zatwierdzamy.

My Johannes z Bożej łaski książe na Śląsku, w Opolu, Głogówku, Raciborzu i pan w Strzelcach etc… Zapoznajemy tym listem wszystkich, którzy go będą czytać, albo innym będzie czytany, że przed nami przybyli mistrzowie rzemieślnicy – rzeźnicy z miasta Strzelec Wielkich i z wielką prośbą prosili dla ich godności i dla miasta i poprawy ich cechu i tak samo żeby w innych miastach były wolność i porządek w rzemieślników – rzeźników, aby to było zatwierdzone. Po rozważaniu tej sprawy w tym liście na wieczne czasy zatwierdzamy ten cech następująco:

1. My chcemy aby właściciel zwierząt dużych i małych sprzedawał je na targu. Mistrz swojego cech, który jest pierwszy przy zwierzęciu na targu ma prawo go kupić. Nikt, czy mieszkaniec miasta, czy obcy nie może w tym zakupie przeszkadzać. Jeżeli któryś mistrz w swoim warsztacie w uliczce albo poza placem targowym kupił zwierzę, to musi do cechu 4 funty wosku oddać. A jeśli zwierzę kupi inny mieszkaniec lub przyjezdny, to musi oddać do cechu mendel owsa.

2. Zarządzamy, że czterech starszych mistrzów rzeźników będą zwierzęta na targu obserwować, a żeby nie były ślepe, kulawe, chore, zranione, źle wyrośnięte albo była sprzedana dla osób ze sklepów. Jeżeli któraś świnia była zabita bez zgody, a była w gorączce, to nie wolno tego mięsa sprzedać w sklepie. Ma być oddana temu co ją sprzedał, a szkody zapłacą obie strony. (...)

3. Ustalamy: jeżeli mistrz kupi w innym mieście zwierzęta lub woła do własnej potrzeby, a nie na użytek cechu, to jest zobowiązany trzymać w chlewie i opiekować się tymi zwierzętami przez 14 tygodni. Po tym terminie mogły być użyte na ubój. A po 14 tygodniach można te zwierzęta wywieźć i z woli mistrza sprzedać, gdzie chcą. (...)

5. Gdy dwóch rzeźników się porozumie, którzy idą do wsi, i jeden drugiemu powie, że idzie kupić zwierzę u gospodarza, a drugi który to usłyszy i pójdzie pierwszy i kupi te zwierzę, to będzie poddany karze i musi do cechu 4 funty wosku oddać. (...)

9. Zatwierdzamy, że żaden mistrz, który miał na sobie ubranie w czasie uboju, nie chodził po ulicy, albo paradował po rynku, bo to jest niegodne rzeźnika. Ma być ubrany w wysokie buty i fartuch, półbuty nie ma nosić. Kto tego nie przestrzega to za karę musi oddać do cechu 4 funty wosku. (...)

10. Zatwierdzamy: żaden mieszkaniec w swoim domu gdziekolwiek kupione zwierzę od Wielkanocy aż do dnia św. Martina nie może być ubite na własny użytek. Jeżeli ma zwierzę, które sam wyhodował może być ubite. Jeżeli będzie potrzebne zwierzę dla gości lub wielodzietnej rodziny, to może za pozwoleniem mistrza cechu kupić je na targu i dla własnej potrzeby ubić.

11. Jeśli my, a także nasi następcy pan na Strzelcach, będzie pilnie potrzebować zwierzęcia, to każdy mistrz jest zobowiązany aby za te same pieniądze zwierzę oddać lub odstąpić za które je kupił. Jeżeli wyjdzie na jaw, że wziął więcej pieniędzy za zwierzę aniżeli kupił, to mistrzowie są zobowiązani ten fakt zgłosić, ku przestrodze dla potomnych.

12. Zatwierdzamy: jeśli któryś rzeźnik z gospodarzem zawarł umowę na zakup zwierzęcia, a ktoś inny chciałby przyjść do tego gospodarza, że będzie w tym roku przy uboju i zabierze zwierzę, to musi do cechu oddać 4 funty wosku.

Zgodnie ze statutem cechowym rzeźnicy mogli sprzedawać bydło tylko na targowisku miejskim znajdującym się na rynku. Wykonywanie zawodu i jego wyuczeniu było ograniczone - według urbarza z 1581 r. w mieście było 18 rzeźników.

Znana jest pieczęć tego cechu z XVI w. Data sprawienia tłoka pochodzi z 1595 r. Na polu późnorenesansowej tarczy widniała głowa woła, poniżej były dwa skrzyżowane topory rzeźnicze, po bokach dwie gwiazdy. Na obrzeżach pieczęci znajdował się napis, rozdzielony rozetami czterolistkowymi: SIVLVM LANIVM MAIORI STR[ELICENSIS] 1595

W księdze z 1659 r. znajdował się opis egzaminu na mistrza. Egzamin odbywał się w obecności mistrza cechu, oraz członków cechu. Rzeźnik, który chciał być przyjęty do cechu musiał ubić cielę, tak by nie wydało żadnego głosu, potem wypatroszyć. Następnego dnia musiał ściągnąć skórę tak, by jej nie uszkodzić i rozpołowić cielę na dwie równe części. Wykonując te czynności w czasie egzaminu rzeźnik nie mógł popełnić najmniejszego błędu. Żeby być wpisanym do cechu trzeba było oprócz 4 funtów wosku wpłacić 24 talary. Nowo przyjęty do cechu musiał udowodnić także, że przez kilka lat wędrował i pracował w różnych miastach, gdzie zdobył doświadczenie w zawodzie. Jeżeli pracował i uczył się w Strzelcach Wielkich, musiał według zatwierdzonych przepisów cechowych z XVII w. zapłacić 10 talarów. Natomiast synowie i zięciowie mistrza musieli zapłacić 5 talarów.

W 1733 r. i w 1787 r. na terenie miasta zawód rzeźnika wykonywało 12 rzeźników. W 1808 r., podczas wkraczania wojsk napoleońskich, w mieście było tylko 8 rzeźników, potem ich liczba znacznie wzrosła. W 1861 r. na terenie Gross Strehlitz liczba rzeźników wzrosła do 25.

W protokołach cechowych zachowały się nazwiska rzeźników. W 1727 r. rzeźnikiem był Jakob Just, a w 1731 Bernhard Just. Nazwisko Just w protokołach występowało jeszcze pod koniec XIX w.

Jatki i sklepy w XVIII w. należały do właściciela miasta. Wtedy właścicielem był von Colonna, który dzierżawił lub sprzedawał miejsca dla rzeźników. Po wielkim pożarze miasta w 1754 r. sklepy i jatki uległy zniszczeniu. Szybko wybudowano nowe pomieszczenia dla rzeźników. Kiedy była potrzeba, każdy z rzeźników po kolei wykonywał świniobicie.

Rzeźnicy, podobnie jak inni rzemieślnicy, mieli zobowiązania wobec właściciela miasta. W XVI w. od 6 rzeźników z miasta właściciel miał otrzymywać 4 kamienie łoju oraz 4 grosze. W XVIII właścicielowi każdy z 8 rzeźników musiał dać 4 ½ kamienia łoju, a 4 rzeźników nie dawało niczego. Natomiast dwunastu musiało robić świniobicia na zamku, za które dostawali 4 kwarty piwa i 1 chleb za ubicie jednej świni. Wołowiny rzeźnicy musieli dostarczać tyle, ile właściciel miasta zażądał za 1 srebrny grosz. Rekompensatą dla rzeźników była zwierzyna łowna. Cech strzelecki każdego roku na Wielkanoc dostarczał na zamek dwa ubite cielęta, także serca z krogulców i jastrzębi. Takie zobowiązania wobec właściciela miasta były do czasów pruskich, do połowy XVIII wieku, kiedy to wprowadzono nowy porządek w mieście.

PIOTR SMYKAŁA
ROMUALD KUBIK

Odpowiedz