Bohater czy pechowiec?

Bohater czy pechowiec?

Artykuły : 
Numer wydania: 
Ile trzeba, by trafić na karty historii? Czasem to kwestia wyrżnięcia w pień wroga, odkrycia nowego prawa przyrody albo wypowiedzenie jednego zdania we właściwym momencie. W wypadku jemielnickiego chłopa to zdanie było jak najbardziej nie na miejscu. Pomogły mu jeszcze polityczna zawierucha w tle i potrzeba znalezienia ludowego bohatera.

Niewyparzona gęba

Zdążyli się Państwo już domyślić, że chodzi o sławnego Marka Prawego z Jemielnicy. To klasyczny przykład wyniesienia po latach na piedestał kogoś, kto ani przez chwilę nie myślał o takich zaszczytach. I nie za bardzo sobie na nie zasłużył. Nie wiadomo nawet, czy było to jego imię, czy nazwisko.

Marek z Jemielnicy urodził się w 1747 roku. Z zawodu był kowalem. Tyle o nim wiadomo na pewno. Informacje o opisanych wydarzeniach pochodzą z książki niemieckiego historyka Johannesa Ziekurscha "Hundert Jahre schlesiecher Agrargschichte", której autor cytuje nieistniejące już dziś dokumenty procesowe.

W Jemielnicy działał zakon cysterski, który posiadał prawa do większości ziem i okolicznych lasów. Miejscowość od wieków była silnym ośrodkiem kulturalnym i religijnym. Niestety, klasztor miał prawdziwego pecha i doświadczał wielu nieszczęść. Pożary strawiły go w 1664 i 1733 roku. Ponad pół wieku po ostatniej katastrofie zakonnicy, którzy na całym Śląsku cieszyli się wielkim poważaniem, weszli w konflikt z miejscowymi chłopami, których przywódcą miał być bohater tej opowieści.

Wypadki rozpoczęły się od buntu, jaki w 1794 roku ogarnął jemielnickich chłopów. Poszło o drewno z klasztornych lasów, które od lat było wycinane rabunkowo. Nowy opat cystersów, urodzony w Strzelcach Eugen Staniczka, próbował uratować las, wprowadzając ograniczenia w wyrębie. Jemielniczanom zaoferował mniejsze niż zwykle ilości i to znacznie słabszego drewna. Wzburzyło to chłopów.

Jak zapisano - Marek był człowiekiem nieokrzesanym. Zapewne to sprawiło, że stanął przed tłumem i wypowiedział następujące słowa: "O ile wieś nie otrzyma lepszego drewna, to będzie w naszej wsi tak samo się działo jak we Francji, lepszego drzewa sobie sami chociażby siłą weźmiemy". We Francji trwała rewolucja, której reszta Europy obawiała się jak ognia. Nadto Prusy, które wówczas panowały nad naszymi ziemiami, pozostawały z tym krajem w konflikcie. Słowa prostego chłopa potraktowano jak zdradę państwa.

Lekarstwo na krnąbrność

O wydarzeniu dowiedział się minister śląski - Hrabia Carl George Heinrich von Hoym, który szybko kazał generałowi Mannsteinowi zatrzymać chłopa. Przewieziono go do Opola, gdzie dokonano kary. 17 marca 1794 roku, podczas dnia targowego, został publicznie wychłostany. Była to tzw. "ścieżka zdrowia", czyli dwuszereg żołnierzy z kijami, między którymi skazaniec musiał przebiec. Każdy z żołdaków miał obowiązek uderzyć go jak najmocniej. Z takiego spaceru niewielu wychodziło o własnych siłach. W najlepszym wypadku kończyło się na poważnych obrażeniach i długim dochodzeniu do sił. Wielu ginęło. Marek z Jemielnicy tę drogę przebyć musiał aż sześciokrotnie, jednak przeżył. Zajął się nim wojskowy felczer.

Dwa dni później zawieziono go na wozie do rodzinnej wsi, by pokazać, jak kończy się buntowanie. Potem prawdopodobnie wygnano go z osady. Tyle o nim wiadomo. Nie ma żadnych informacji jak długo jeszcze żył i jakie były jego dalsze losy. Niektórzy podają, że zmarł w 1812 roku, lecz nie ma na to dowodów.

Bohater poszukiwany

Legenda odrodziła się 150 lat później. Władza ludowa intensywnie szukała lokalnych "socjalistycznych" bohaterów, których można by czcić. Krnąbrny kowal z Jemielnicy, odgrzebany z kart historii, wydawał się idealny. Chłop, który przeciwstawił się nie tylko germańsko-kapitalistycznej władzy, ale także wszedł w konflikt z kościołem.

Dyspozycyjni artyści zajęli się tworzeniem bohatera. Powstała "Pieśń o Marku Prawym", która rzekomo miała pochodzić z XVIII wieku. Powstały powieści - "O Marku Prawym z Jemielnicy" i "W Jemielnicy sądny dzień".

Jego imieniem w Strzelcach nazwano dawną ulicę Jemielnicką. Aby nie było wątpliwości o jego charakterze nadano mu nowy przydomek - "prawy". Uhonorowano go także ulicą w Opolu (ul. Marka z Jemielnicy) i w Jemielnicy (ul. Marka Prawego). Imię Marka Prawego nosi również szkoła podstawowa w Jemielnicy. Czy był bohaterem? Trudno go dziś określić tymi słowami, choć musiał być odważnym człowiekiem. Miał szczęście w nieszczęściu, że jego nieszczęście było w pewnym okresie idealne do wykorzystania. Po pruskiej ścieżce przez kije zapewne niewiele życia mu pozostało i wkrótce zmarł. Lecz legendy żądzą się swoimi prawami. Dziś poszukując o nim informacji, nietrudno natknąć się na niemieckie określenie "Markus der Gerechte", czyli "Marek Prawy". Miano przeniknęło już do języka niemieckiego i w świadomości ogółu pozostaje on lokalnym Robin Hoodem. A był krnąbrnym kowalem, który nie wiedział, że przez kilka nieprzemyślanych słów trafi pod kije i na karty historii.

Romuald Kubik, Piotr Smykała

Korzystaliśmy częściowo z pracy Piotra Michalika.

Odpowiedz