Aż strach pomyśleć!

Aż strach pomyśleć!

Artykuły : 
Numer wydania: 
O tym panie Karolu przez telefon lepiej nie rozmawiajmy. Tymi słowy odezwał się do mnie niedawno jeden z czytelników. Gawędziliśmy na tematy całkiem banalne, ale i takie sprawy mogą być przedmiotem zainteresowania służb. Mogłem się o tym przekonać na własnej skórze, gdy jakiś czas temu ówczesna minister Julia Pitera przekazała przez prawnika, że jeśli nie przestanę drążyć w felietonach kwestii odszkodowań dla Kościoła, to zainteresują się mną stosowne organy. Zagrażam bowiem bezpieczeństwu państwa.

Niedługo potem wybuchła afera z komisją majątkową, której działalność okazała się jednym wielkim przekrętem. Później pani Pitera straciła fotel ministra i przestała mnie straszyć. Myślę dziś sobie, że gdyby służby i władze wnikliwiej czytały gazety i rozmawiały z obywatelami, to wiele skandali ukrócono by dużo szybciej, a niektóre w ogóle nie miałyby miejsca.

Ludzie coraz bardziej boją się rozmawiać przez telefon. Jest to z pewnością wynikiem medialnych informacji o nieprawdopodobnej masie podsłuchów w praworządnej Rzeczpospolitej. Setki tysięcy obywateli są na co dzień wplątani w pajęczynę totalnej inwigilacji, i to nie tylko np. Wicewojewoda Opolski ale i iksiński. Z kim się spotykają, co jedzą na kolację i w czyim towarzystwie budzą się na śniadanie. Nie dziwią mnie już sytuacje, gdy ktoś podczas bezpośredniej rozmowy nie tylko wyłącza komórkę, ale jeszcze wyjmuje z niej baterię, aby mieć pewność, że telefon nie posłuży jako nadajnik. Nie dziwi mnie, gdy ktoś woli pogadać w parku na ławeczce, obawiając się, że w gabinecie mogli mu zamontować podsłuch.

Żeby tylko podsłuchiwali! Przywykliśmy już do kamer zamontowanych gdzie się da i nawet nie zwracamy uwagi, gdy szklane oko podgląda nas na ulicy, w markecie, a nawet w toalecie. Totalny podgląd stosuje kto tylko chce, zaś państwo w najmniejszym stopniu nie reaguje na przejawy bezprawia, przyjmując za dobrą monetę, że systemy inwigilacyjne mają służyć bezpieczeństwu w publicznych obiektach. Czasem tylko wypływają na światło dzienne zabawy ochroniarzy fotografujących z ukrycia nagie kobiety w sklepowych przymierzalniach.

Ostatnio obiegła media informacja o fotografowaniu kierowców na autostradach i tzw. drogach państwowych obsługiwanych przez system viaTOLL. Służy on do elektronicznego naliczania opłat dla samochodów ciężarowych wyposażonych w urządzenia sprzężone z czujnikami zamontowanymi nad drogami. Zdjęcia nikomu i do niczego nie są potrzebne. Tym bardziej wykonywanie zdjęć kierowcom samochodów osobowych, od których nie są pobierane opłaty. A jednak właściciel systemu - firma Kapsch - z jakichś powodów zamontował obok czujników kamery, które rejestrują kto siedzi obok kierowcy, jakiej marki samochodem podróżujemy oraz gdzie znajdujemy się w określonym dniu i godzinie. System obejmuje ponad 2 tys. kilometrów, a kierowcy nie mają nawet świadomości, że są inwigilowani. Jest to jawne naruszanie ochrony danych osobowych. Sprawą zajęła się już Naczelna Rada Adwokacka, co inwigilującemu nie przeszkadza pleść andronów jakoby zdjęcia były natychmiast niszczone zaraz po ich zrobieniu. Takie zabawki dużo kosztują, a Kapsch chce, żebyśmy uwierzyli, iż wydaje fortunę na niszczarki pieniędzy. Trudno o większy absurd!

Świat był w szoku, kiedy otwarto archiwa służb bezpieczeństwa z czasów komuny. Sprzęt był wtedy kiepski i drogi, więc w porównaniu do obecnego zalewu inwigilacji obywateli używano go sporadycznie. Może z wyjątkiem NRD, gdzie STASI podsłuchiwała ludzi w skali masowej, ale nawet tam nie udało się wprowadzić totalnej kontroli społeczeństwa. Jeśli kiedyś jakiś IPN będzie chciał się zająć współczesną inwigilacją, roboty starczy mu do końca świata. Póki co cieszmy się, że jeszcze nie wynaleziono urządzeń do odczytywania naszych myśli. To jednak tylko kwestia czasu.

Karol Cebula

Komentarze

Portret użytkownika czytelnik
Wysłane przez czytelnik (niezweryfikowany) w 26 luty, 2013 - 12:03

Z tego, co się orientuję, to kamery nie są zamontowane specjalnie po to, by podglądać, z kim podróżujemy, ale po to, by rozpoznawać sylwetkę pojazdu. W ten sposób system poboru opłat "wie", czy dany pojazd ma zapłacić za przejazd czy nie. Pomijając jednak ten fakt, robienie zdjęć wszystkim pojazdom wydaje się faktycznie nadużyciem.

Portret użytkownika czytelnik88
Wysłane przez czytelnik88 (niezweryfikowany) w 27 luty, 2013 - 00:32

proponuje sie przyjrzeć w supermarketach na kamery nad kasami,sa tak ustawione ze osoba nieuważna w sposób NIEŚWIADOMY pokazuje swój pin płacąc karta.może to mało ważne spostrzeżenie ale obserwuje ludzi płacących karta i mało kto zakrywa ręką terminal płacąc...

Odpowiedz